czwartek, 31 lipca 2014

Rozdział 2.

- Jesteś głodna? - pyta mnie gdy wychodzi z samochodu. Rozglądam się. Stoimy przed dużym domem. Powiedziałabym, że nawet willą. Znajduje się to w lesie. Super. Drzwi frontowe są otwarte. Nie mam pojęcia co to może znaczyć.
- Beatrice? Jesteś głodna? - powtarza z nutką irytacji w głosie. 
- Tak - mamroczę pod nosem. Kiwa głową i bierze moją walizkę, wyrywam mu ją z ręki i patrzę mu prosto w oczy. Chyba go to onieśmiela, bo odwraca wzrok i pozwala mi ją wziąć. Świetnie, mogłam to wykorzystać wczoraj. Właściwie to dzisiaj, ponieważ działo się to po północy. Pamiętam jak byłam mała. W Primary School* nauczycielka pytała się kiedy zaczyna się nowy dzień. Zgłosiłam się wtedy i odpowiedziałam, że po północy. Zaprzeczyła. Co z tego, że to jest noc, ale to kolejna data w kalendarzu, czyli nowy dzień. Nie ważne, to jest pojebane. Wracając do rzeczywistości; wczoraj Niall był bardziej stanowczy. Idę za nim do budynku. Mogę uciec, wiem to. Wzięłabym z walizki pieniądze i uciekła. Zamówiłabym taksówkę na jakieś lotnisko. Cokolwiek. Mam wystarczająco pieniędzy, ale to odpada. Zanim wyciągnęłabym cokolwiek z walizki, Niall by się zatrzymał i przyglądał temu co robię. Zaczęłabym uciekać, on by mnie gonił. Jak niby miałabym zamówić taksówkę? Nawet nie wiem gdzie jesteśmy. Poczekam z tym, aż będę miała wystarczająco informacji i czas by się wymknąć. 

Spoglądam na tablicę z nazwą miasta, w którym się znajdujemy. Marszczę brwi. To nie angielski. Próbuję sobie przypomnieć. Uczyłam się kiedyś tego języka? Tak. To iryjski*. Wnioskuję z tego, że musimy znajdować się w Irlandii. Tylko ja mogę mieć takie szczęście, żeby zamiast wylądować w mieście, w którym mówi się po angielsku, wylądowałam tam gdzie mówi się po iryjsku. Malutki odłamek Irlandii. Cudownie! 
- Jesteśmy w Irlandii? - Upewniam się Niall'a. Kiwa głową. 
- Stąd pochodzę. - mówi. 
- Mówią tu tylko po iryjsku czy po angielsku również?
- Po iryjsku, ale jak będą coś konkretnie od ciebie chcieli to zwrócą się po angielsku. - Co mogą ode mnie chcieć? Przygryzam nerwowo wargę. Wchodzimy do środka. Wnętrze domu jest piękne. Przechodzimy do jadalni. Niall wita się z jakimiś ludźmi. Po jego minie widzę, że nie za bardzo ich lubi. Stoję w przejściu. Przysłuchuję się im, ale nic nie rozumiem. Nie kminię tego języka. Mimo, że uczyłam się go całe 2 lata, pamiętam tylko podstawowe zwroty typu "dziękuję", "proszę".  Po chwili któryś z nich przemawia do mnie.
- Beatrice, Niall zaprowadzi cię do waszego pokoju. - Niall patrzy na mnie. Naszego? Mam z nim dzielić pokój? Patrzę na niego, ale odwraca wzrok. Będzie musiał mi się z tego pięknie wytłumaczyć. Za cholerę nie rozumiem nic z tego co się dzieje. Kiwam tylko posłusznie głową i idę za nim na górę. Wchodzimy do pokoju. Zamieram widząc małżeńskie łóżko. 
- Będę spał na podłodze, jeśli ci to przeszkadza. - przewraca oczami. Kiwam głową. 
- Wybacz, nie mam zamiaru spać z porywaczem w jednym łóżku. - rzucam mu ironiczny uśmiech. 
- Tris, ja... 
- Nie mów tak do mnie. Tak mogą mówić tylko moi przyjaciele i rodzina. Ty jesteś moim wrogiem. - warczę. Podchodzę do łóżka i siadam na nim. Co on sobie wyobraża? - Co to wszystko ma znaczyć? Wytłumaczysz mi? - Kręci głową. - Wytłumacz mi. - żądam stanowczo.
- Nie, Beatrice. - patrzy na mnie groźnie. - To nie jest czas na to. 
- To nie jest czas na to?! Więc kiedy do cholery będzie na to czas? 
- Nie wrzeszcz! Powinnaś być mi wdzięczna, że cię ratuję! 
- Ratujesz mnie? Porywając mnie? - śmieję się ironicznie. Podchodzi do mnie. 
- Tak, gdyby nie ja już dawno byłabyś zgwałcona i martwa. Martwa jak twoja matka. - Warczy cicho patrząc mi prosto w oczy. Cała drżę ze strachu. Zabolało i to bardzo. Mimo to nie poddaje się. Wstaję.
- Nie przeginaj, ja też potrafię obrażać. 
- Nie obrażam cię. Stwierdzam fakty. Natomiast ty zachowujesz się jak suka. O, teraz cię obraziłem. - Śmieje mi się w twarz. To impuls - otwartą dłonią uderzam go mocno w  policzek. Wykrzywia twarz w bólu i łapie się za poczerwieniały policzek. Głaszcze go tylko, łapie mocno moje nadgarstki. Popycha mnie na łóżko. To nie skończy się dobrze. Wdrapuję się do końca łóżka. Na czworaka idzie z mną. Próbuję jakoś uciec od jego rąk. Łapie mocno moje ramiona i przyciska mnie do łóżka. 
- Nie ruszaj się! - wrzeszczy podczas gdy się wiercę. Zaprzestaję ruchów. - Jesteś moją własnością, rozumiesz? Ciesz się, że trafiłaś na mnie zanim Jason zdążył cię zabrać. - mówi przez zaciśnięte zęby. Jego twarz znajduje się milimetry od mojej.
- Nie jestem żadną rzeczą. - używam tego samego tonu co on, powtarzając to co w nocy zdążyłam krzyknąć do niego i Jason'a. 
- Rzeczą nie jesteś, ale jesteś tak traktowana. - prycha. 
- Skurwiel! - wrzeszczę na co pluje mi w twarz. Wstaje. Wycieram swoją twarz grymasząc się. Chcę coś jeszcze powiedzieć, ale wychodzi z pokoju trzaskając drzwiami. Nadal nie wiem o co chodzi. Nie wiem o co chodzi z tym całym Jason'em, Niall'em, skąd wie, że moja mama nie żyje? Czemu przyjechaliśmy do jego rodzinnego miasta. W sumie nie wiem czy miasta, ale na pewno kraju. Dlaczego raz jest smutny i widać współczucie w jego oczach, a raz zachowuje się jak kompletny kutas bez uczuć? Wspominałam już, iż to wszystko jest kompletnie pojebane? Czuję łzy spływające po moich policzkach. Nie chcę patrzeć w lustro, bo pewnie nieźle bym się przeraziła. Słyszę jak na dole ktoś się kłóci. Prawdopodobnie Niall z kimś. Co teraz? Mam po prostu tu tak siedzieć? Mogę w ogóle skorzystać z łazienki? Wstaję i podchodzę do półki z książkami. Czytam tytuły takie jak: "Nie mów nikomu", "Skok w nieznane" i "Magia i krew". Jest również słownik angielsko-iryjski. Chwila. Mogę złożyć parę pełnych zdań, nawet niepoprawnych gramatycznie i jakoś dogadam się by zamówić taksówkę. Zabiorę słownik również na lotnisko. To zdaje się być dobrym planem. Wyrywam z początku pustą kartkę i zaczynam układać zdania. Mam już prawie wszystko gdy słyszę kliknięcie klamki. Niall wrócił. Najszybciej jak tylko potrafię chowam kartkę w słownik, a słownik pod poduszkę. Siadam na łóżku i patrzę na niego. Przykłada do policzka woreczek z lodem a w rękach trzyma tacę z jedzeniem. Marszczę czoło. 
- Zgłodniałeś? - prycham. 
- Nie, ty byłaś głodna. - mamrocze tak wyraźnie, na ile pozwala mu woreczek. Podchodzi do łóżka. No tak. Przez to wszystko zapomniałam już o swoim głodzie. 
- Już nie. - mówię. Z nerwów zaczął boleć mnie brzuch i nie zdołam nic przełknąć. 
- Jasne. - przewraca oczami i kładzie tacę na stoliku nocnym. Siada na fotelu i patrzy za okno. Myślę przyglądając się mu.

Gdy byłam dzieckiem znałam jakiegoś Niall'a, ale ledwo pamiętam jakąkolwiek chwilę z tym kimś. Lubię tę imię. Całkiem ładne. Dobra, myślę o nieistotnych rzeczach. Co do tej całej Irlandii. Raz w życiu byłam tu z rodzicami u ich znajomych. Pamiętam jakieś jej rejony, lecz jak przez mgłę. Lubię Irlandię. Jest piękna, ale ludzie nie są szczególnie przyjaźni. Zupełnie jak Niall. Prycham pod nosem. Przenoszę wzrok na zegarek. Jest już wpół do drugiej. Za oknem jasno świeci słońce, ale nie jest ciepło. Chłód wpada do pokoju przez okno. Pocieram ramiona, Niall to zauważa, wstaje i zamyka okno. Czyli teraz gra tę opiekuńczą stronę. Dobrze wiedzieć. Pogadam z nim, na spokojnie. Tak będzie najlepiej. Oszczędzi to nam nerwów i więcej się dowiem. 
- Niall? - spogląda na mnie. 
- Słucham? - wzdycha. 
- Ile masz lat? - pytam.
- Dwadzieścia. - prycha. - Myślałem, że masz zamiar mnie przeprosić czy coś. 
- Przeprosić? To ty wywiozłeś mnie do innego kraju, nazwałeś suką, swoją własnością, traktujesz mnie jak przedmiot - urywam - o ile nawet przedmiotów nie traktujesz lepiej. Splunąłeś mi w twarz... Mam cię przeprosić? 
- Za to ty nazwałaś mnie skurwielem i uderzyłaś mnie w twarz. 
- Bo na to zasługiwałeś. - przewracam oczami.
- Może. - szepcze patrząc się z nieodgadnionym wyrazem twarzy w okno. Nie może tylko kurwa na pewno. Wzdycham i patrzę na jedzenie, które mi przygotował. Jest już pewnie zimne, ale znowu zrobiłam się głodna. Biorę tacę na kolana.
- Smacznego. - mówi Niall. Wystawiam mu tylko środkowy palec i zabieram się za jedzenie. Jednak nie jest tak źle jeżeli chodzi o ciepło tego posiłku. Kończę jeść, odkładam tacę i kładę się na łóżku. Niall zabiera tacę i wychodzi z pokoju. Od razu biorę słownik i znajduję kartkę. Gdy wszystko jest już ułożone, tak jak myślę, że być powinno, chwytam telefon Niall'a i dzwonię. 
-Maidin dea. Ba mhaith liom buíochas a ordú tacsaí. (Dzień dobry. Chciałabym zamówić taksówkę) - Prowadzę rozmowę z kobietą, korzystając z notatek na kartce i słownika. Wszystko idzie dobrze. Pyta mnie o adres. Opisuję jej okolicę, bo niestety nie znam nazwy ulicy. Rozszerzam oczy, słysząc jak moja rozmówczyni zaczyna piszczeć coś niezrozumiałego, jej głos jest przepełniony paniką. Rozłącza się. Marszczę brwi. Zaczynam szukać po słowniku pojedyncze słowa, które piszczała. Dzięki słownikowi rozumiem tyle, że to znaczyło mniej więcej "Olaboga" "niebezpieczeństwo" "nie dzwoń". Zajebiście, widocznie i oni wiedzą co tu się kroi. Kręcę z niedowierzaniem głową i czyszczę rejestr połączeń Niall'a. Odkładam telefon na miejsce, drę kartkę i wyrzucam kawałki do kosza. Kładę słownik na miejsce na półce. Świetnie, utknęłam tu na tyle, na ile Niall sobie zapragnie. Siadam na łóżku po turecku i czekam, aż wróci. Co prawda nie wiem jakie ma co do mnie zamiary, lecz jest jedyną osobą, z która mogę tu rozmawiać, w końcu przecież nie chcę zwariować. Wraca. Siada na łóżku naprzeciwko mnie. Spuszczam wzrok i wzdrygam się. 
- Nie bój się mnie. - marszczy brwi. Unoszę wzrok i patrzę mu w oczy.
- Już dałeś mi na to naprawdę wiele powodów. - dobrze mówisz, Tris. Brawo za odwagę. Myślę i parskam pod nosem. 
- Wiem, lecz uwierz, nie chcę zrobić ci krzywdy. Wręcz przeciwnie. Chcę cię uratować. Od niego.
- Od kogo? - prycham patrząc na swoje palce. - Od samego siebie?
- Nie. - śmieje się - jesteś naprawdę zadziorna, Beatrice. - przewracam oczami nie mogąc powstrzymać uśmiechu. 
- Nic z tego nie rozumiem, Niall. To mnie przerasta. - mówię drżącym głosem. 
-  Zdaję sobie z tego sprawę. Nim się obejrzysz będzie po wszystkim. - obiecuje. 
- Powoli tracę w to nadzieję. - oboje na chwilę milkniemy. 
- Wytłumaczę ci to, lecz nie teraz. Wtedy gdy nic ci nie będzie grozić. - patrzy mi w oczy i gdzieś w głębi ducha wiem, że mówi to szczerze. Byłby naprawdę dobrym kolegą. "Gdyby nie był porywaczem, Tris." mówi cichy głos w mojej podświadomości, ale ignoruję go.  - Oh, przepraszam za telefon i inne tego typu rzeczy. - kiwam głową. - i przepraszam za przyszłe błędy, bo jestem pewien, że popełnię ich mnóstwo. - uśmiecha się słabo. 

Przed kolacją zdążyliśmy się jeszcze milion razy pokłócić, ale najgorsze było, gdy zobaczył, że jego rejestr połączeń jest pusty. Wpadka, Beatrice. 
- Tris? - zagaduję napiętym głosem Niall. Tym razem nie czepiam się go o moje zdrobnienie. Przełykam ciężko ślinę.
- Tak?
- Grzebałaś w moim telefonie? - prawie piszczy. 
- Nie... - kłamię. 
- Beatrice, do kurwy nędzy powiedz mi prawdę! - wrzeszczy. 
- O-okej, tak. - jąkam się. 
- Co z nim robiłaś? - warczy. 
- Ja... Dzwoniłam po taksówkę, dobra? Niall...- przerywam, Niall siada na łóżku i opiera głowę na łokciach. Masuje skronie. 
- Tris, ile razy mam ci powtarzać?! Nie próbuj uciekać! - krzyczy.  Nie odpowiadam. Siedzę cicho i czekam, aż uspokoi gniew. Zawsze tak było z moim tatą. Miał chwilę, w których nie panował nad gniewem. Czekałam, aż się opanuje.  Potem mogliśmy spokojnie sobie wszystko wytłumaczyć.
- I co? Gdzie ta taksówka? - spogląda na mnie. Widocznie na niego też podziałało. 
- Gdy podałam opis okolicy, kobieta zaczęła piszczeć coś o niebezpieczeństwie i się rozłączyła. - wzruszyłam ramionami. Niall się zaśmiał. 
- No nieźle. Wszyscy już zdają sprawę co się tu dzieje. - kręci głową śmiejąc się. Wzdycham. Nie jest mi wcale do śmiechu. 

O dwudziestej-trzeciej leżę już zmęczona w łóżku. Niall śpi na podłodze. Ze względu na to, że w domu nie ma więcej pościeli, poszewek czy tego typu pierdół, razem z nim przecięliśmy kołdrę na pół. To było naprawdę zabawne gdy Niall bez ustanku wkurwiał się na kołdrę i wyzywał ją od dziwek. Wziął sobie swoją połowę a ja swoją, położył na podłodze koc i poduszkę, oraz przykrył się. Zamykam oczy i po chwili zasypiam. Budzę się gdzieś około trzeciej w nocy. Mianowicie budzi mnie przeciągły wrzask z dworu. Rozglądam się przerażona. Schodzę z łóżka i depczę na coś, słysząc pisk. Ups. 
- Cholera, uważaj. - mruczy Niall siadając. W ciemnościach widzę jak masuje sobie palec.- Czemu nie śpisz? 
- Przepraszam. - szepczę. - Słyszałam jak ktoś krzyczał.
- Gdzie? - podnosi się Niall. 
- Co za bohater. - parskam śmiechem. - Z dworu. - Niall patrzy za okno, widzę jak jego oczy rozszerzają się a oddech przyśpiesza. Kurwa mać, że tak powiem. 

*Primary School - odpowiednik naszej szkoły podstawowej. 
*iryjski - inaczej język irlandzki. Drugi ichni język urzędowy. Teoretycznie już nie używany w Irlandii, poprzez podległość do Anglii.
_____________________________________________________

Cześć! Więc tak; zacznijmy od tego, że chcę się o coś spytać i coś wytłumaczyć. Jeśli chodzi o długość poprzedniego rozdziału, to było to celowe. Wiem, że był krótki, a było to ze względu na to, że to był pierwszy rozdział i tak jak ktoś napisał w komentarzu (◀ ιяιѕн тєєиαgєя ▶) nie chciałam za dużo zdradzać, bo byłoby to kompletnie bez sensu. Ten jest zdecydowanie dłuższy i mam nadzieję, że spełnia Wasze wymagania :) Wciąż proszę Was o komentarze z szczerą opinią. (+dziękuję za nie) Biorę to sobie do serca i wtedy wiem co mam zmienić/poprawić lub co mam dalej ciągnąć  ;) Teraz pytanie. Podoba Wam się taki gwałtowny Niall? Hah, wszyscy znają prawdziwego Niall'a Horan'a z swojej specyficznej słodkości i tego, że takiej kruszynki nie można po prostu zranić x Teraz na dwa tygodnie przyjeżdża siostra z synami, więc rozdziały będą dodawane rzadziej. Inaczej; jak znajdę czas gdy najmłodszy siostrzeniec będzie spał. Ogólnie opowiadanie opiera się na tajemnicach, więc jeśli coś podejrzewacie - uwierzcie, jest mało szansy, że jest tak jak myślicie, bo będzie tu cholernie dużo zwrotów akcji :) Do następnego! :D


~ Komentarze pod rozdziałem są naprawdę mile widziane :) 


3 komentarze:

  1. tak jak poprzedni, świetny! Co do długości, opowiadanie, które naprawdę lubię, zawsze będzie miało zbyt krótkie rozdziały :D Świetne zakończenie, ale mam ochotę normalnie ci coś zrobić, za to, że w takim momencie kończysz xD Szkoda tylko, że będziesz dodawała rzadziej rozdziały, ale doskonale cię rozumiem. Każdy ma rodzinę i jakieś życie, a nie tylko siedzi przed komputerem :) Weny i do następnego ;d
    /Horanoxox

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział jest świetny jak poprzedni :)
    Nie mam co do niego żadnych zastrzeżeń. Tak na marginesie to nie mogę się już doczekać następnego rozdziału.
    Wracając do rozdziału to... Jak mogłaś skończyć w takim momencie?! Czasem kiedy ktoś kończy w takim momencie jak np. ten to mam ochotę udusić tą osobę. Wtedy czuję niedosyt i sprawdzam czy nie jest wstawiony nowy rozdział xD
    Powiem tak, że taki Niall mi pasuje. Czytałam kiedyś jakiegoś bloga gdzie Niall z kimś tam jeszcze chodził na dziwki i takie tam. Ale i tak gdy czytam, że Niall to ten zły to chce mi się śmiać. Jakoś nigdy nie mogę wyobrazić Horana, który jest jak morderca xD

    Tosia xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Po pierwsze, dziękuję za oznaczenie. Nie wiem dlaczego, ale bardzo mnie to wzruszyło. Po prostu dziękuję. I znów tajemnica, doprawdy jestem ciekawa jak udaje się tobie tyle wymyślić? Historia naprawdę wciąga i ma swój charakter oraz emocje, a nie każdemu to wychodzi. Bardzo podoba mi się taki Horan. Jest bardziej podniecający, że tak powiem :). Bardzo współczuję kobiecie która musiała słuchać opisu Tris. Haha. A co do tej tajemniczości Niall'a to jest naprawdę super. Cieszę się, że ją chroni. Niech wie, że ja mu ufam i niech ją chroni przed Jason'em. Ogólnie rozdział wyszedł super i bardzo mi się podoba. Strasznie dziękuję Tobie, że zdecydowałaś się to pisać. Jesli jakoś mogę pomóc to pisz :)
    @oopscrushniall

    OdpowiedzUsuń