W końcu udaje mi się wyrwać z uścisku, włączałam światło. Pierwsze co dostrzegam; mężczyzna, piwne oczy, dość wysoki, brunet lub szatyn- nie jest pewna przez źle padające światło. Moment, w którym przelotnie patrzę w jego oczy zapiera mi dech w piersiach, w złym tego słowa znaczeniu rzecz jasna. Przyglądam się mu. Wszystko zdaje się trwać wieczność, tak jakby zaraz miał z powrotem mnie chwycić, ale w rzeczywistości trwa to dwie sekundy. Mam pewność jak opiszę go na policji. Zaczynam uciekać. Biegnę wzdłuż salonu, aż do drzwi frontowych. Aktorzy w horrorach zwykle potykają się o własne nogi, dywan- cokolwiek. Mam nadzieję, że mi się nic takiego się nie zdarzy. Spoglądam w tył i widzę, że nieznajomy staje w miejscu. Oczy rozszerzają mu się w przerażeniu i zanim zdążę coś więcej zanotować czuję jak z czymś się zderzam. Raczej z kimś, bo oddech na moim czole powoduje dreszcze przepływające przez całe moje ciało. Zajebiście. Czyjeś palce zaciskają się na moich ramionach, spoglądam w górę i widzę niebieskie oczy. Obejmuje mnie. Co do cholery? Zaciska ramiona mocniej wokół mnie, co daje mi znak do bycia cicho.
- Możesz już iść Jason, ona jest moja. - mamrocze do faceta, który stoi obok kanapy. To pewnie ten co jeszcze chwilę temu mnie gonił, a teraz posłusznie stoi przy tej pieprzonej kanapie.
- Byłem pierwszy. -burczy do niebieskookiego. Co do chuja? Ja nie jestem żadnym przedmiotem! Chwilę potem zdaję sobie sprawę, że powiedziałam to nagłos. Cholera, to nie skończy się dobrze. Jednak ignorują moje słowa. Pieprzone szczęście w nieszczęściu. Biorę szybie oddechy.
- Jestem wyżej ustawiony Jason.- Wspaniale, za nic w świecie tego wszystkiego nie rozumiem.
Myślę przez chwilę czy warto podjąć próbę ucieczki. Nie, jego ramiona silnie mnie obejmują. Super.
Mrużę oczy czując podmuch wiatru. Jason przechodzi obok nas bez słowa i wychodzi z mojego domu. Mam ochotę zacząć krzyczeć. Kim jest obejmujący mnie koleś? Co to wszystko znaczy? Czy on może do chuja mnie puścić?! Jedyne co wychodzi mi przez usta to cichy świst. Nie mogę nic powiedzieć, a tym bardziej krzyknąć. Nie zdałam sobie nawet sprawy, że zaczęłam płakać.
- Obiecujesz, że gdy cię puszczę nie będziesz uciekać? - mamrocze mi w włosy. Kiwam głową. Puszcza mnie. Naiwny. Za żadne skarby nie będę tu dłużej stać. Wyobraźcie sobie moją pozycję. Gotowa do biegu życia, jedna noga dalej od drugiej tak jak i ręce. Mina triumfu. Debilka myśli, że się z tego uratuje? Zabawne, ponieważ on jakby nigdy nic podnosi mnie i przerzuca przez ramie.
- Obiecałaś. - warczy mi przy uchu. Jasna cholera, będę o tym opowiadać wnuką. Jeżeli oczywiście przeżyję. Walę mu pięsicami w plecy i wiercę się. - Przestań, bo będę zmuszony do użycia drastyczniejszych środków. Rozszerzam oczy. Boję się co to znaczy. Zaprzestaję ruchów.
- Jestem Niall, a ty kochanie?
- Nie mów tak do mnie! - krzyczę szeptem. Naprawdę chciałam krzyknąć. Przyrzekam. Niemal mogę się założyć, że aktualnie przewraca oczami. Ja na jego miejscu też bym się irytowała. Oh, ironio. Ja nie jestem takim wrzodem jak on.
- Będę mówił jak mi się podoba. Teraz postawię cię na ziemi a ty grzecznie pójdziesz ze mną na górę spakować swoje rzeczy.- Nie mam zamiaru dłużej się mu sprzeciwiać. Jestem w tym przegrana od początku. Poddaję się. Stawia mnie na nogi, dla pewności chwyta mnie za ramię i idziemy na górę do mojego pokoju. Zaczynam się pakować, Niall siada na krześle przed moim laptopem. Wyłącza wszystkie aplikacje, następnie laptopa.
- Daj mi proszę swój telefon. - Nie reaguję. Może mi odpuści? Jasne. Sam wyrywa mi go z ręki. Widzę jak rzuca nim o ścianę. Gdyby to była inna sytuacja wysiałby mi sporo kasy. - Szybciej nie mamy czasu... - mówi przeglądając mój portfel. Wyjmuje dowód.- ...Beatrice.- dokańcza. Czuję na sobie jego wzrok. Wiem o co mu chodzi. Mam się pośpieszyć. Biorę z ściany ramkę ze zdjęciem mamy. Rzucam ramką o podłogę i oboje możemy usłyszeć rozbijające się szkło. Mężczyzna marszczy brwi. Zrobiłam to, żeby nie pieprzyć się z rozbiorem ramki. Nieinteligentny kretyn. Wyciągam zdjęcie kalecząc się trochę. Piszczę na co Niall mruczy coś pod nosem. Przygryzam wargę i chowam zdjęcie do walizki. Spakowałam chyba wszystko co ważne.
- Tak właściwie gdzie mnie zabierasz? - Zdobywam się na odwagę by go o to spytać. Nie odpowiada tylko bierze moją walizkę.
- Zamknij się i chodź. - Idziemy na dół i wychodzimy z domu. Szansa na ucieczkę? Zdecydowanie nie. Musiałabym przeskoczyć ogrodzenie o wysokości z trzech metrów. Szczerze nie wiem jak oni tu się włamali. Wsiadam do samochodu. Siadam z przodu. Nie znam się na motoryzacji więc nie jestem w stanie określić czy to dobre auto. Widzę jak Niall zmienia tablicę rejestracyjną. Ten napad, porwanie czy cokolwiek to jest, było przemyślane. I to cholernie dobrze. Siada za kierownicą i spogląda na mnie. Wzrok ma smutny. Halo, to ja tu jestem porywana, panie "ona jest moja".
- O co w tym wszystkim chodzi? - pytam przez łzy.
- Kiedyś ci to wszystko wytłumaczę - mówi. Kiedyś? To znaczy, że ile to będzie trwało? Zaraz załamię się całkiem. Kręcę głową i patrzę za okno. Niall rusza. Po jakimś czasie przenoszę wzrok za kierownicę by dowiedzieć się jaka jest godzina. Druga w nocy. Cudownie. Jestem zmęczona, ale nie chcę zasnąć. Nie wiem co się stanie. Gdzie on mnie wiezie? Miliony pytań, na które poznam odpowiedzi wkrótce przechodzą mi przez głowę. Patrzę na niego. Na pierwszy rzut oka nie wydaje się groźny. Można by stwierdzić po samym wyglądzie i zagubionym wzroku, że nie skrzywdziłbym nawet muchy. Jest ładny, nawet bardzo. Wzdycham i próbuję uspokoić szloch. Tris, musisz być silna. Myślę o różnych zwykłych rzeczach by zapomnieć o tym co się dzieje. Deszcz przestaje padać. Spoglądam znowu na Niall'a i nasze spojrzenia się spotykają. Posyła mi niezręczny uśmiech.
Porywacz uśmiecha się do porwanej w sposób nieironiczny. Patrzcie państwo. Całkiem zabawne. Jestem pewna, że zaśmiałabym się, gdybym to ja nie była porywaną. Zawsze oglądając jakieś kryminalne filmy myślałam, że ucieczka jest łatwa, lecz ofiara nie jestem zdolna do racjonalnego myślenia w czasie porwania. Teraz już wszystko rozumiem. Po prostu gdy coś jest planowane od dawna, jest to plan perfekcyjny, wtedy nie ma drogi ucieczki. Opieram głowę o szybę i po dłuższej chwili zasypiam. Śnię o mojej mamie, o moim tacie. Czasy gdy byliśmy jeszcze pełną rodziną. Wtedy miałam wszystko gdzieś. Nie doceniałam tego jak to jest mieć prawdziwą rodzinę. Śmierć mamy zrobiła ze mnie nową osobę. Zupełnie inną i drobnostkową. Śpię tak, aż Niall mnie budzi. Jest już ranek. Pewnie jesteśmy po drugiej stronie kraju. Słodko.
~Komentarze pod rozdziałem naprawdę mile widziane :)
Cóż... więc, na początku może powiem o tym, co w rozdziale, mnie nie zadowoliło. Rozczarowałam się trochę tym, że tak łatwo się poddała, ale oczywiście, to twoje opowiadanie i nie zamierzam ci mówić, co i jak masz tutaj pisać :) Po prostu jestem szczera.
OdpowiedzUsuńPoza tym, rozdział jest...WOW!
Poważny problem? Długość rozdziału ;c Czuję niedosyt :(
Na prawdę ciekawie się zapowiada, a ja coś czuję, że będę tutaj stałym gościem :D (mam nadzieję, że nie zniechęciłam cię do siebie moją drobną uwaga na początku?). Widać, że znasz się i wiesz jak pisać. Jestem na prawdę pełna podziwu, zwłaszcza, że gdy staram się znaleźć jakieś ciekawe ff, zawsze trafiam na takie, które... powiedzmy, nie spełniają moich oczekiwań, a twoje, jest na prawdę świetne :) Tak więc czekam z niecierpliwością na następny rozdział i życzę powodzenia i WENY! :)
/ @horanoxox
mnie zawiodło*
UsuńTrochę muszę zgodzić się z powyższym komentarzem zwłaszcza jeśli chodzi o długość rozdziału :) Z niecierpliwością czekam na kolejny (i mam nadzieje dłuższy) rozdział. @xHugNarryx
OdpowiedzUsuńRozdział pełen akcji, WOW ! Super, że się tak szybko 'dogadali' że tak powiem. Chociaż nie miałabym nic przeciwko, gdyby trochę się z nią podroczył ;). Naprawdę świetnie się zaczyna, szkoda, że taki krótki ale rozumiem, że może nie chcesz zdradzać za dużo. Fajnie, umiesz wzbudzić emocje ^^. Bardzo mi się podoba i czekam na nexta :)
OdpowiedzUsuń@oopscrushniall
Latwo poszlo haha
OdpowiedzUsuńZaciekawil mnie Twoj blog, czekam na rozdzial 2, zobaczymy co kombinuje Niall haha