wtorek, 19 sierpnia 2014

Rozdział 5.

Dumny uśmieszek znika z twarzy Niall'a gdy przystaję. Przygryza wargę patrząc na mnie.
- Przepraszam, to miało być w formie żartu. - przewraca oczami. Zakładam ręce na siebie i unoszę brew. - Ty po prostu wszystko bierzesz do siebie, Tris. Chociaż podoba mi się wizja ciebie ze mną w łóżku. - udaję zamyślonego na co parskam śmiechem.
- Tak właściwie. - unoszę palec. - To śpimy razem więc nie tak dużo musisz sobie wyobrażać.- Niall uśmiecha się krzywo i chichocze. Cudowny dźwięk.
- Powrócił ci humor? - unosi brwi. Przewracam oczami ze śmiechem kiwając głową. - Hm, mogę zadać ci pytanie? - kontynuujemy spacer
- Taa. - kiwam głową. Idziemy przez las. W nocy padał deszcz, więc cudownie pachnie. Kocham ten zapach. Wciągam nosem świeże powietrze i wypuszczam ustami.
- Jesteś dziewicą? - pyta na co uśmiecham się, powstrzymując śmiech.
- Wow, Niall. Szybko działasz.
- Ale... - śmiejemy się razem, Niall kręci z niedowierzaniem głową. - Nie miałem na myśli-
- No jasne, nie tłumacz się! - uderzam go żartobliwie w ramię. Znów się śmiejemy i muszę przyznać, że jest naprawdę miło. Gdyby nie fakt, że to miejsce jest nawiedzone, a twoim przyjacielem stał się porywacz - podsuwa mi moja podświadomość. Oj, cicho. To naprawdę miły facet i nie jest porywaczem. W sumie to jest. Trudno to określić.
- W jakim wieku straciłaś dziewictwo? - pyta. Prawda czy fałsz? Przyznać się?
- Miałam szesnaście lat. - wzdycham. Prawda.
- Woah. Myślałem, że jesteś grzeczna. - słychać czyste zdziwienie w jego głosie. Śmieję się. - Opowiedz mi coś o tym.
- Cóż, miałam chłopaka od jakiś trzech miesięcy. Byłam typem imprezowiczki. Mimo to, że byłam niepełnoletnia piłam i ćpałam. Moje koleżanki z imprez miały po osiemnaście lat. Śmiały się, że powinnam wstąpić do klubu dziewic. Więc namówiłam chłopaka na seks. No i tak właśnie straciłam dziewictwo. Potem zaczęłam puszczać się na prawo i lewo. - wzruszam ramionami. - Po śmierci mamy się ogarnęłam. Stałam się samotnikiem i rzeczy, które robiłam to nauka, gry komputerowe, seriale, jedzenie i jeszcze raz jedzenie. Nie, nie popadłam w depresję czy coś. Po prostu wiedziałam, że mama nie byłaby ze mnie dumna. - Niall kiwa głową ze zrozumieniem.
- No nieźle. Jak to jest być na haju?
- Cudownie, zapominasz o wszystkim. - chichoczę. - A ty jesteś prawiczkiem?
- Nie. Poprzedzając twoje kolejne pytanie; w wieku siedemnastu lat z piękną rudowłosą, której imienia nie pamiętam. - śmieję się i kiwam głową.
- Ona była jedną z-
- Nie. Do tego się wstępuje dopiero po osiemnastce.
- Oh, okej. - uśmiecham się.

Mijamy kolejne drzewa. Las staje się rzadszy. Odchylam głowę i patrzę na korony drzew. Bujają się na wietrze. Słyszę dźwięk strumyku i uśmiecham się zbaczając z dróżki.
- Hej, gdzie idziesz! - śmieje się Niall, idąc za mną.
- No chodź! - piszczę łapiąc go za rękę. Odrzucam ogryzek jabłka. Słyszę, że jesteśmy coraz bliżej. Po naszymi stopami łamią się patyki. Docieramy do strumyku.
- Skąd wiedziałaś, że tu będzie strumyk? - unosi brwi.
- Dobry słuch. - wzruszam ramionami i ściągam buty, siadając na dużym kamieniu.
- Co ty robisz? - siada obok mnie. Ściągam skarpetki i zamaczam nogi, piszcząc. - Tris! Jest zimno! Przeziębisz się! - przewracam oczami.
- Oj nie pękaj! - poruszam palcami pod wodą z uśmiechem. Niall wzdycha i ściąga buty, a potem skarpetki. Do moich nozdrzy dociera nieprzyjemny zapach. Marszczę nos. - Niall! Boże, fuu! - zatykam nos palcami. Niall się śmieje.
- Sama tego chciałaś! - zamacza nogi.
- No niby tak, ale... Boże, jak wali! - śmiejemy się razem.
- Jakoś przeżyjesz. - chichocze.

Moczymy nogi w strumyku. Zimno wody sprawia, że lekko drżę. Gdy robi mi się naprawdę zimno ubieram skarpetki i buty z powrotem. Niall obserwuje mnie i robi to samo. Wstajemy.
- W sumie to miałeś mnie oprowadzać.
- Oh tak! - uderza się otwartą dłonią w twarz. - Chodź. - mówi i po chwili wychodzimy z lasu. Idziemy chodnikiem i żadne z nas się nie odzywa. To przyjemna cisza. Słychać śpiew ptaków i nic więcej. Wiatr zwiewa mi włosy na lewą stronę. Zakładam kosmyk włosów za ucho i wzdycham chowając dłonie do kieszeni. Czuję się naprawdę świetnie w tej bluzie. Pachnie Niall'em. Zapach Niall'a jest teraz dla mnie zapachem bezpieczeństwa. Spoglądam na niego z uśmiechem. Poprawia kurtkę. Potykam się o sznurówki, przez zagapienie się, ale on mnie łapie.
- Dziękuję. - mamroczę, a on kucyka i zaczyna wiązać mi sznurówki. - Ale ja potrafię sama! - śmieję się.
- Cicho bądź, to słodkie.- wstaje ze śmiechem, przewracam oczami i całuję go w policzek.
- Dziękuję, słodziaku. - parskam śmiechem.
- I tego właśnie oczekiwałem. - śmieje się.

- Oh i tu jest sklep. - wskazuje na "Tesco". Po drodze zdążył pokazać mi już opuszczone wesołe miasteczko, plac zabaw, skatepark, park, kościół i jakąś nieużywaną od lat wytwórnie lalek.
- A jakżeby inaczej. - śmieje się.
- Może małe zakupy? - kiwam głową z uśmiechem.

Po zrobieniu zakupów składających się z: chipsów, żelków, batonów, chałwy, Pepsi, Sprite'a i alkoholu idziemy do kasy. Kasjerka jest irytująca. Żuje gumę i bawi się włosami, obsługuje cholernie wolno. Tracę cierpliwość i nachylam się do niej.
- Jeśli nie przyśpieszysz swoich mozolnych ruchów, przysięgam, że usiądę na twoim miejscu i sama się skasuje. Wtedy wylecisz, bo powiem twojemu szefowi, iż ty mi kazałaś, bo ci się nie chciało. Rozumiesz? - cedzę przez zaciśnięte zęby. Molly - jak ma napisane na plakietce prycha i przyśpiesza ruchy.
- Wow, laska. Przystopuj trochę. - chichoczę mi do ucha na co przewracam oczami.

Wracamy do domu. Mogę to nazwać domem? Tymczasowym. Niall chowa alkohol do lodówki w kuchni, a ja idę na górę i kładę reklamówkę ze słodyczami w sypialni na stoliku. Czyli dzisiaj się nachlamy. W sumie miałam w planach czytać książkę, ale co tam. Przynajmniej zapomnę o tym wszystkim. Gdyby Niall załatwiłby jeszcze trawkę byłoby znakomicie. Ciekawe jak się zachowuje pijany Niall. Zastanawiam się. Niektórzy są agresywni, niektórzy się wygłupiają niektórzy zasypiają od razu, niektórzy się wyciszają. Jest różnie. Uśmiecham się słysząc, że Niall wchodzi do środka.

Wieczorem po kolacji siadamy na łóżku, Niall przyciągnął stolik do łóżka i postawił na nim dwie szklanki, czystą wódkę, Colę i chipsy.
- Szybko się nawalasz? - pytam go.
- W sumie tak. - wzrusza ramionami. Robi nam drinki. Pijemy jeden za drugim. Chyba wypiłam już trzy. Czuję się lekko nawalona. Klaszczę w dłonie.
- Mam pomysł!
- Wal. - mamrocze Niall, nalewając nam następną kolejkę. Rozlewa trochę na stolik, ale walić to.
- Zagrajmy w pytania!
- Świetny pomysł. Na czym to polega? - chichoczę głupio, a ja powstrzymuję się od wybuchnięcia śmiechem.
- Na zadawaniu sobie pytań?
- To moje pierwsze pytanie? - śmieję się.
- Nie! To było coś w rodzaju pytania retorycznego, nie ważne. Zacznijmy! - kiwa głową.
- Masz jakieś hobby? Mam na myśli zbieranie znaczków, czy coś? - zadaje pytanie.
- Zbieram zużyte bilety na seanse w kinach. - Niall marszczy brwi chichocząc.
- Dość dziwne. - mówi na co wzruszam ramionami.
- Kiedy masz urodziny?
- Trzynastego września, a ty?
- Dwudziestego maja. - szczerzę się.
- Co o mnie myślisz?
- Jesteś w porządku, zabawny, miły i przystojny, a ty co o mnie? - unoszę brew.
- Piękna, seksowna, słodka, zabawna, cudowna, zadziorna, pyskata i piękna.
- Mówiłeś już "piękna" na początku. - chichoczę na co wzrusza ramionami.
- Piękna, piękna, piękna, piękna, piękna...- zatykam mu usta dłonią śmiejąc się.
- Shh, starczy! - marszczy nos i liżę wewnętrzną część mojej dłoni. Oddalam ją wybuchając śmiechem. Milczymy przez chwilę patrząc na siebie. - Teraz twoja kolej na pytanie. - podpowiadam.
- Mogę cię przelecieć? - oblizuje sprośnie wargi. Rozszerzam oczy chcąc coś powiedzieć, ale Niall mi nie pozwala. - To było coś w rodzaju pytania retorycznego, kochanie. - mruczy, zbliżając się i wpijając w moje wargi.

_____________________________________________________

Cześć x Właściwie to nie wyrobiłam się, bo jest środa, haha. Dokładnie to 0:32. Te półgłówki jeszcze nie wyjechały, bo pogoda zła i nie jadą nad morze :( Jadą dopiero w sobotę. (?) Napisałam ten rozdział w dwie godziny, woah.  Chyba tyle ode mnie :) Do następnego x

Pytanie na rozdział: Chcecie scenkę z seksem czy ominąć? :) xx


~ Czytasz? Zostaw komentarz :) 

piątek, 15 sierpnia 2014

Rozdział 4.

Gdy Niall mówi mi o wszystkim po prostu nie mogę w to uwierzyć. Ledwo cokolwiek z tego rozumiem. Mówi coś o Szmerze, coś o klątwie przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Wszystko jest cholernie niewiarygodne.
-.... I właśnie dlatego tu jesteś, dlatego ja tu jestem. Beatrice, muszę cię przed nim chronić. On jest tak jakby... wszędzie. Nie wiem jak ci to wszystko- gestykuluje dłońmi - jakoś wytłumaczyć. - Myślę głęboko. Choćbym myślała nad tym całą wieczność - nie widzę w tym po prostu najmniejszego sensu. Nie wierzę w takie rzeczy jak jakieś klątwy lub demony. Patrzę na Nialla, marszczy brwi myśląc i po chwili znów mówi - Słuchaj. Gdy parę pokoleń wcześniej pewien koleś zaczął... jakby to ująć. Hm, przesadzać. Znęcał się nad swoją córką. Wtedy trafił w ręce policji. Coś w niego wstąpiło. Podobno jego zachowanie było nadludzkie. - drapie się po karku - W dzień swojej egzekucji krzyczał o ty, że to jeszcze nie koniec. Że wróci silniejszy. Nazwano go Szmer. Przez jakiś czas po jego śmierci był spokój, lecz potem zaczęły znikać dziewczyny w twoim wieku. Z różnych miast Irlandii, Anglii i Szkocji. Inaczej mówiąc Wielkiej Brytanii plus niepodległej części Irlandii. Okazało się, że to był on. To jest coś w rodzaju klątwy. Wszyscy się go bali. Po jakimś czasie powstało coś takiego jak Buntownicy. Osoby, które chcą go powstrzymać. Między innymi ja do nich należę. Wybieramy sobie dziewczynę. Wybacz, jeżeli to zabrzmiało kontrowersyjnie. - zabrzmiało Niall, zabrzmiało. - Którą chronimy. - Kiwam głową jakbym przyjęła to do wiadomości. Prawda jest taka, że nie. To dla mnie za wiele. Za dużo do ogarnięcia. Zdjęcia mówią same za siebie. Na myśl nasuwa mi się tyle pytań jak nigdy w życiu.
- Niall. - zaczynam, ale on kręci głową.
- Dam ci to wszystko do przemyślenia, Tris. Powiedz gdy będziesz gotowa na dalszą rozmowę. - Kiwam głową, a Niall wstaje i wychodzi z pokoju.

Myślę nad tym, czy mój tata wie, czy moja mama i jej śmierć ma z tym coś związanego, gdzie jest reszta dziewczyn, o co chodzi z Jason'em, ale nie mam na to odpowiedzi i wiem, że muszę je zaczerpnąć od Niall'a. Nie zdaję sobie nawet sprawy kiedy zasypiam.

Gdy się budzę Niall leży obok mnie z telefonem w ręką i sms'uje z kimś. Ziewam, a on spogląda na mnie i chowa telefon do kieszeni.
- Tris?
- Tak?
- Przemyślałaś to? - czy przemyślałam? Sama nie wiem, lecz kiwam głową, by móc zadać pytania.
- Mogę ci zadać pytania? - Niall kiwa głową. - Gdzie jest reszta tych dziewczyn?
- Niektóre są tu, niektóre w innych domach, a reszta... hm, zwiała. - odpowiada, a ja wiem, że tych dziewczyn pewnie już nie ma na tym świecie.
- Czy mój tata wie? - Niall myśli chwilę.
- Prawdopodobnie tak. - przełykam ciężko ślinę.
- O co chodzi z Jason'em i waszą kłótnią?
- Zwyczajna kłótnia o dziewczynę. - rozszerzam oczy a Niall tłumaczy - W sensie dziewczynę do chronienia, Tris. - kiwam głową.
- Śmierć mojej mamy miała coś z tym wspólnego? - pytam na co kręci głową.
- Zbyt duża różnica lat, więc nie. - odchylam głowę do tyłu podpierając cię na łokciach i myślę. - Wierzysz mi? - wierzę mu? Nie wiem. Nic już nie wiem. Wszystko układa się w logiczną całość, a Niall po prostu nie wygląda teraz jakby miał mnie okłamywać
- Szczerze? Nie jestem pewna, ale chyba tak.
- Dam ci tyle czasu ile potrzebujesz. - między nami zapada cisza.
- Niall?
- Huh?
- To wszystko jest pojebane. - siadam prosto.
- Wiem, Tris. Wiem. - przytula mnie.

Po umyciu się i ubraniu w pidżamę kładę się do łóżka obok Niall'a. Spogląda na mnie a ja tylko rzucam mu uśmiech. Przez chwilę tak leżę, ale wstaję i kieruję się do półki z książkami. Sięgam po jakąś i kładę się z powrotem. Przeczytałam jakoś z 60 stron. Książka jest o tym, jak to Katie znalazła miłość swojego życia - Isaac'a. Przynajmniej tak jej się wydaje. Więcej się dowiem w trakcie. Nigdy nie czytam opisu, bo uważam, że to wszystko niszczy. Możesz się domyślać w trakcie, ale nie przed. Wsadzam zakładkę między stroną 61 a 62.

Niall leży i bawi się telefon. Patrzę się w sufit. Przemyślałam już wszystko i znam odpowiedź.
- Wierzę ci.- mówię, a Niall od razu odkłada telefon i patrzy na mnie.
- Naprawdę?
- Naprawdę. - kiwam głową.  Uśmiecha się lekko. - Niall, mam jeszcze dwa pytania.
- Wal. - mówi ciągle się uśmiechając.
- Ile mam tu zostać?
- Całe wakacje.- wzdycha.
- Okej. A... czemu mi nie powiedziałeś tego wszystkiego wcześniej?
- Nie chciałem żebyś zwariowała. - chichocze, a ja do niego dołączam. - Wiesz co? - kiwam głową, aby kontynuował. - Większość dziewczyn, które tu trafią bez przerwy płaczą i użalają się nad sobą. Ty nie tak często. Podziwiam cię. - śmieję się.
- Moje motto życiowe brzmi "Trzymaj się chwil, które nie są do dupy, nawet jeśli jest je trudno dostrzec."- Niall się uśmiecha.

Rano budzę się z uśmiechem na twarzy. Cieszę się, że przespałam noc bez problemów typu trup wiszący na sznurku. Niall'a nie ma w pokoju, ale po chwili wchodzi z tacką ze śniadaniem. Jemy wspólnie śniadanie śmiejąc się. Cały dzień spędzamy na wygłupianiu się. Około 23 kładziemy się spać. Wcześnie się budzę. Tym razem nie przez krzyk, ale przez to, że ktoś zrywa ze mnie kołdrę. To Jason.

Przełykam ciężko ślinę i patrzę na miejsce obok z nadzieją, iż Niall mi pomoże. Nie ma go. Niedobrze.
- Witaj, dziwko. - śmieje się.
- Zostaw mnie! - warczę.
- O to będziesz mnie błagała później - przyciska mnie do łóżka, a ja wrzeszczę. Przykłada mi dłoń do ust. - Zamknij się, bo zaraz ten twój kochaś się tu zjawi. - o to mi chodzi. Gryzę go mocno w rękę, a on jęczy z bólu zabierając ją. Krzyczę znowu. Chwilę się z nim szarpię, a po jakimś czasie Niall wparowuje do pokoju.
- Niall pomóż mi! - piszczę. - Od razu zrywa się i łapie za kołnierzyk Jason'a. Tym razem go nie powstrzymuję. Na końcu wywala go za drzwi i od razu kuca obok mnie na łóżku.
- Nic ci nie jest? - pyta zmartwiony.
- Nie, jest okej - siadam. - a tobie?
- Nie. -wzdycha i przytula mnie. Wtulam się w niego i zamykam oczy.
- Tris, nie uciekniesz mi już, prawda?
- Raczej nie. - uśmiecham się.
- Więc oprowadzę cię dzisiaj po okolicy. Ubierz się i zrób inne sprawy, które kobiety robią rano i zejdź na śniadanie. - śmieję się i kiwam głową. Niall wychodzi.

Gdyby tak o tym szczerze pomyśleć to wszystko się nie klei. Kiedyś wierzyłam w zjawy i inne pierdoły, ale przeszło mi. Może Niall rzeczywiście ma rację. To wszystko się jeszcze okaże. Przeszukuję swoją torbę, zakładam stanik i bluzkę. Jęczę niezadowolona gdy okazuję się za mała. Wychodzę na balkon, jest zimno, patrzę na termometr tam wiszący. Osiemnaście stopni to wcale nie tak dużo na lato. Z balkonu jest widok na jezioro, wzdycham patrząc na nie. Drżę z zimna, więc wracam do pokoju. Ściągam bluzkę i decyduję się jeszcze umyć. Wchodzę do łazienki, ściągam spodenki od pidżamy, stanik i biorę prysznic. Gdy wychodzę spod prysznicu umyta, owijam się ręcznikiem. Myję zęby, po czym wiążę włosy w kitkę. Robię lekki makijaż i patrzę w lustro wzruszając ramionami. Wyglądam w porządku, więc wychodzę z łazienki i rozglądam się po pokoju. Biorę czystą bieliznę i czarne, zwykłe legginsy. Nie pomyślałam o ciepłych ubraniach pakując się. Niall był za bardzo stanowczy i wiedziałam, że muszę się śpieszyć. Dostrzegam na krześle bluzę, która po chwili jest w moich rękach. Czarna bluza z napisem PUMA. Wzdycham jej zapach i jestem pewna, że to bluza Niall'a. Idę z ciuchami do łazienki i ubieram się, po czym załatwiam swoje potrzeby. Pidżamę wkładam z powrotem do torby gdy jestem już w pokoju. Ubieram skarpetki i buty z Adidasa. Wiążę sznurówki i wstaję. Nie jestem pewna czy czekać na niego tu czy nie, ale i tak jestem za niecierpliwa, by się o tym przekonać siedząc tutaj.

Gdy schodzę na dół nie ma Niall'a. Patrzę niepewnie na Louis'a siedzącego przy stole.
- Jest przed domem. - uśmiecha się do mnie.
- Dzięki. - uśmiecham się niezręcznie i wychodzę. Marszczę brwi rozglądając się. Wcale go tu nie ma. Albo jest - orientuję się gdy łapie mnie w pasie od tyłu, a ja piszczę. Niall się śmieje i odsuwa ode mnie. - Przestraszyłeś mnie, idioto! - śmieję się, ale Niall nie odpowiada. Przygląda mi się z uśmiechem.
- To moja bluza?
- Może.
- Wyglądasz uroczo.
- Wiem.
- Skromna.
- Zawsze i wszędzie. - oboje się śmiejemy.
- Jesteś naprawdę piękna, a ta bluza dodaję ci jeszcze, um...
- Chciałeś sprawić mi komplement, ale ci nie wyszło? - chichoczę.
- Shh, zaraz coś wymyślę. - udaje, że się zastanawia. - Blasku i słodkości! - gestykuluje teatralnie.
- Oh, denne. - śmieję się.
- Romansidła ci nie odpowiadają?
- Nie za bardzo. - wzruszam ramionami.
- Lubisz może gry wideo? - unosi brwi.
- Oczywiście.
- Boże, właśnie odnalazłem kobietę życia!
- Oh mój Romeo! - śmiejemy się głośno.
- Nie sądzisz, że lepiej napisać piórem życia swoją własną historię? - obejmuje mnie ramieniem i podaje jabłko. Biorę je i gryzę. Idziemy przed siebie.
- To kochane, Niall.
- Jak można mnie nie kochać? -chichoczę.
- Nie mam pojęcia. - uśmiecham się czulę, Niall odwraca głowę i jestem pewna, że się rumieni.
- Zachowujemy się jak para. - przygryza wargę.
- Może trochę, gdyby nasza znajomość nie zaczęła się od porwania.
- Łatwo uległaś. Ciekawe czy w łóżku też taka jesteś. - mówi pewny siebie. Krztuszę się i kaszlę, przystając. Było tak dobrze. Zjebał.

______________________________________________________

Hej! W końcu rozdział, yaaay. Wybaczcie, że tak długo, ale było gorzej niż myślałam, że będzie. Ciągle chodzę mega wkurwiona, przez tego małego gnojka. Na dodatek gdy siadałam przed nowym postem brakowało mi weny. Jest 0:24, znalazłam czas, wenę i napisałam! Yaay.  Więc w tym rozdziale 1/4 z sekretów wychodzi na jaw. Naprawdę - 1/4. Ciągle mam nowe pomysły. Podoba Wam się zwrot akcji? Piszcie w komentarzach. Btw. Czemu pod ostatnim rozdziałem było tak mało komentarzy? To naprawdę niefajne. Jeśli rozdział wam się nie podobał wystarczyło napisać. Na tym polega komentarz. By wyrazić swoje zdanie. Liczę na Was, bo  komentarze cholernie motywują. Następny rozdział będzie prawdopodobnie we wtorek, bo te małe małpy jadą w niedziele i powinnam się wyrobić. Kocham Was, do następnego xx

 Pytanie na ten rozdział: Wierzycie w zjawiska paranormalne?


~ Komentarz pod rozdziałem naprawdę mile widziany :) 


sobota, 2 sierpnia 2014

Rozdział 3.

Podchodzę, ale Niall wystawia rękę w moją stronę, dając mi znak bym się zatrzymała.
- Niall? - szepczę.
- Nie chcesz tego widzieć, Tris. - kręci głową, na co przewracam oczami.
- Owszem, chcę. - zakładam na siebie ręce.
- No to proszę bardzo! - prycha i odsuwa się tak, żebym to ja mogła stanąć przed oknem. Rozszerzam oczy. Ktoś sobie z nas robi jaja? Cholera jasna.
- Niall chodźmy tam. - mówię i zakładam buty.
- Chyba zwariowałaś! - prawie piszczy.
- Nie będziemy tu tak siedzieć, gdy na dworze wisi trup! - krzyczę do niego szeptem. Niall wzdycha, ubiera koszulkę i zakłada adidasy. Wygrałam. Idziemy po cichu na dół, każdy krok sprawia, że schody skrzypią. Spoglądam do tyłu na Niall'a, który przykłada palec do ust patrząc na mnie. Powoli otwieram drzwi. Tętno mi skacze, a adrenalina buzuje w żyłach. Wychodzimy po cichu na dwór. Słyszę świerszcze cykające w trawię. Oprócz tego jest zupełna cisza. Przełykam ciężko ślinę, Niall idzie zaraz za mną. Łapię go za rękę, bo jestem pewna, że to mnie uspokoi. Widzę w ciemnościach jego słaby uśmiech. Spuszczam głowę i idę przed siebie. 

- Tris, już. - zatrzymuję mnie Niall. Spoglądam w górę i odskakuję. Kurwa, to jest pieprzone martwe ciało, które wisi przede mną. Dopiero teraz to do mnie dociera. Wszystko wygląda okropnie. Do gałęzi przywiązany jest sznurek, do którego przywiązana jest ludzkie ciało. Facet wisi, a z głowy, którą musiał uderzyć w ziemię, leci krew. Przytulam się do Nialla, a on mnie obejmuje. Cała się trzęsę. 
- Niall, chodźmy stąd. - łkam w jego pierś. 
- Czekaj Tris, on... - puszcza mnie i podchodzi bliżej. Widzę jak przeciera dłońmi twarz. - Kurwa, to Zayn. - szepcze pod nosem. 
- Zayn? - marszczę brwi. 
- Mój znajomy. - wzdycha. Kiwam głową. - Musimy go pochować. - mamrocze. Unoszę brwi. 
- Nie lepiej zadzwonić po karetkę, policję? 
- Policję? Pewnie już cię szukają. Nie masz telefonu, więc nie odpowiadasz na połączenia od rodziny.
- Tym lepiej, zabiorą mnie do domu. - prycham. Niall kręci głową. 
- Beatrice, ty nadal nic nie rozumiesz. 
- Nie. Nic nie rozumiem. - zakładam ręce na siebie. Wzdycha. - Z resztą takie rzeczy można zgłaszać po 48 godzinach. - pewnie sam to dobrze wie.
- Pomóż mi. Znajdź w piwnicy łopatę i dwie wąskie deski. Jedną dłuższą, drugą krótszą. - prosi mnie. Przewracam oczami i kiwam głową.

 Kieruję się w stronę domu. Mogłam go jakoś pocieszyć, w końcu to jego znajomy. Ale nie, jestem za dużą suką. Egoistyczna suka bez serca. Wzdycham i schodzę po schodach do piwnicy. Zapalam światło. Marszczę nos czując niewyobrażalny smród. Zatykam nos. Wszędzie jest wiele pajęczyn. Zauważam łopatę. Biorę ją i zaczynam szukać desek. Znajduję jakieś. Podnoszę jedną i piszczę gdy wybiegają spod niej szczury. Uspokajam oddech. Chwytam drugą, krótsza od poprzedniej deskę. Chcę wracać ale zdaję sobie sprawę do czego deski będą służyć. Oczywiście, że do krzyża. Niall zapomniał powiedzieć mi, żebym wzięła gwoździe i młotek. Chowam gwoździe do kieszeni i szukam młotka. Otwieram drzwi prowadzące do dalszej części piwnicy jak mniemam. Wydaję z siebie głuchy krzyk i zamykam szybko drzwi. To dlatego tu tak capi! Jak się okazało; w tym schowku leży rozkładający się już trup. Znakomicie. Dwa trupy w ciągu jednej nocy? To dla mnie za dużo. Czuję jak mnie mdli, więc wymiotuję do jakiegoś wiaderka. Wiem, że Niall mnie potrzebuje, dlatego gdy się uspokajam i nie jest mi już słabo, biorę młotek leżący pod drzwiami i wracam do Niall'a.

Zauważam, iż zdążył już... cóż. Ujmę to tak: zdążył już odwiązać z stopy Zayn'a sznurek i włożyć go do czarnego worka, którego swoją drogą nie wiem skąd wytrzasnął. Podchodzę do niego. Mruczy pod nosem "dziękuje" i zabiera ode mnie rzeczy. Zaczyna kopać dół. 
- Niall? - szepczę.
- Tak? - nie przerywa kopania dołu. 
- Przykro mi. Wiesz... To był twój znajomy... - przygryzam wargę.
- W porządku, Tris.- po chwili gdy stwierdza, że dół ma dobre wymiary, wrzuca tam worek z ciałem. Zakopuje dół i przeciera wierzchem dłoni czoło. Z desek robi krzyż i wbija go przed dołem. Podczas gdy Niall się modli ja wpadam na pomysł. zbieram gałęzie i robię obwiednie dołu prostokąt. Niall uśmiecha się lekko do mnie, co odwzajemniam. 

Gdy wracamy do pokoju nie jestem w stanie zasnąć. Za dużo tej nocy widziałam. Unoszę się na łokciach i spoglądam na Niall'a. 
- Śpisz? - szepczę. 
- Nie. - mamrocze w poduszkę. - Po pierwsze... po tym co dzisiaj widziałem nie wiem czy zasnę, a po drugie jest tu cholernie niewygodnie. Wzdycham. Wiem, że sama tu nie zasnę. 
- Chodź tu. - mówię cicho. Niall unosi głowę i patrzy na mnie zdziwiony. 
- Naprawdę? - kiwam głową. Wstaje, bierze kołdrę i poduszkę. Kładzie to na łóżku i układa się obok mnie. Czuję się od razu bezpieczniej. Co za ironia. 

Perspektywa Niall'a: 

Nie wierzę, że Zayn jest kolejną ofiarą. Zayn był dobrym człowiekiem, a to wszystko jest po prostu popierdolone. Patrzę na Beatrice, która już śpi. Chyba. Nawet w połowie nie zdaje sobie sprawy z tego co się tu dzieje. Czuję się z tym źle, bo to ja powinienem jej o wszystkim powiedzieć. Jednakże nie chcę, żeby skończyła tak jak Liam. Mianowicie trafił przez to wszystko do psychiatryka, gdyż powiedział co tu widział, słyszał, bądź przeżył. To nie było mądre z jego strony, bo wszyscy ludzie z świata zewnętrznego nie uwierzą dopóki, dopóty nie doznają tego na własnej skórze. Choć w sumie jak na ironię boją się tego miejsca. A gdyby Tris coś się stało? Jest na tyle niemądra, że może się narazić, a ja mogę nie mieć szans jej obronić gdy będzie za późno. Boję się o nią. Stop, Niall. Przestań myśleć. Obejmuję ją od tyłu i całuję w ramię. Po chwili zasypiam. 

Rano budzę się i idę do łazienki. Biorę szybki prysznic i ubieram się. Myję zęby i stawiam włosy na żel. Gdy wychodzę z łazienki Tris już nie śpi. Uśmiecham się do niej i idę zrobić nam śniadanie podczas gdy ona idzie do łazienki. Na dole siedzi Jason. Marszczę brwi.
- Co ty tu robisz? 
- Przyszedłem do Louis'a - wzrusza ramionami.
- Taa. - wzdycham. Nie mam zamiaru dłużej z nim gadać. Jest po prostu przyjacielem mojego przyrodniego brata. Wszystko jest w porządku dopóki nie dotyka Beatrice. Robię mi i Tris śniadanie; jajecznicę. W momencie, w którym zastanawiam się ile słodzi Tris, robiąc herbatę, słyszę jak schodzi po schodach. Przełykam ciężko ślinę i spoglądam na Jason'a, który siedzi tam z tym swoim durnym uśmiechem. Przysięgam, zaraz mu przywalę za sam ten idiotyczny uśmiech. Jebany debil. Tris wzdryga się widząc go. Spogląda w moją stronę. Uśmiecham się do niej i kiwam palcem żeby podeszła, bo chcę się spytać ile słodzi. Odwzajemnia uśmiech i kieruje się w moją stronę. 
- Dziwka. - mamroczę pod nosem Jason, ale dobrze wie, że go słyszymy. Beatrice patrzy na niego, a ja już szykuję się, żeby go zajebać. 
- Niall, nie- - urywa, bo zamachuję się i trafiam Jason'a pięścią w szczękę. Słyszę jak Tris piszczy i łapie mnie za łokieć. Wyrywam łokieć z jej uścisku i wymierzam Jason'owi kolejny cios. 
- Co tu się do kurwy dzieje?! - ledwo notuję krzyk Louis'a. Przyrodni brat odciąga mnie od Jason'a. Beatrice stoi jak wryta, a Jason jej półprzytomny. Jason wychodzi z domu zataczając się. Tris spogląda na mnie ze łzami w oczach. Kurwa, co ja narobiłem. 

Beatrice nie odzywała się do mnie cały dzień. Mam zdarte knykcie i jednym słowem wszystko jest zjebane. Moje dobre relacje z Tris legły w gruzach. Nie mam pojęcia czemu, ale kompletnie mnie ignoruje. I to wcale nie przez to, że ją "porwałem", bo raczej już dawno nie ma mi tego za złe.  Albo szybko wybacza, albo w końcu zrozumiała. Lecz Niall Horan to Niall Horan i zawsze muszę coś do kurwy nędzy zjebać. Słysze jak wychodzi z łazienki już umyta i przebrana w pidżamę. Uśmiecham się do niej, ale tylko wywraca oczami. Czyli coś jest na rzeczy. Dlatego też, Niall ruszy swoją dupę, dowie się o co chodzi i będzie przepraszał Tris dopóki mu wybaczy. Plan idealny, ale teraz czas wcielić go w życie.
- Tris? - spogląda na mnie. 
- Jesteś na mnie zła? - czekam, ale nie odzywa się. Ugh. - Tris, odpowiedz. 
- Nie.
- Więc czemu się do mnie nie odzywasz? 
- Bo jesteś pojebany. - prycha. 
- Tyle to ja wiem. - widzę, że nie może ukryć uśmiechu. 
- Chodzi ci o to, że pobiłem Jason'a?
- Bingo! - szczotkuje włosy. Wzdycham.
- Przepraszam, po prostu Jason to chuj. 
- Głupszym się ustępuje. - odkłada szczotkę. 
- Wiem, Beatrice. Czekaj, czyli uważasz, że jestem lepszy od Jason'a? - uśmiecham się. Tris chichocze.
- Tak, Niall. Zdecydowanie. Czy to sprawia, że twoja samoocena leci w górę? - nadal chichocze a ja dołączam do niej i kiwam głową. - Idź się umyć śmierdzielu. - rzuca we mnie poduszką a ja się śmieję i idę do łazienki. Po tej rozmowie od razu czuję się lepiej i humor mi powraca. 

Perspektywa Beatrice: 

Gdy Niall wchodzi do łazienki z uśmiechem przyglądam się pokojowi. Co prawda ta bójka mnie trochę zburzyła, ale Niall ma w sobie jakąś magię, że po prostu nie można się na niego gniewać. Wychodzę na przedpokój i rozglądam się. Na ścianie wiszą zdjęcia. Młodzi mężczyźni z jakimiś małymi dziećmi. Tak właściwie wszystkie dzieci to dziewczynki. Unoszę wysoko brwi widząc zdjęcie mojego dziadka i prawdopodobnie mojej mamy. Patrzę na zdjęcie obok i zamieram widząc zdjęcie mojego taty z młodości i mnie gdy byłam mała. Kurwa, Niall będzie mi się musiał z tego tłumaczyć. Choć wątpię, że to zrobi. Biorę zdjęcie dziadka i mamy, po czym swoje i taty. Wchodzę do pokoju i siadam na łóżku, czekając aż Niall wróci. Kręcę głową z niedowierzaniem patrząc na zdjęcia. Słyszę jak wychodzi z łazienki. Patrzę na niego, jest uśmiechnięty od ucha do ucha. Przenosi wzrok na to co trzymam w dłoniach i uśmiech mu znika. Cóż, już jestem pewna, że wie coś na ten temat. 
- Co to jest Niall? - unoszę zdjęcia i widzę jak bierze głęboki oddech. Siada obok mnie, bierze zdjęcia z moich rąk i odkłada je.
- Wszystko ci wytłumaczę, Beatrice. Musisz mnie wysłuchać do końca. - Kiwam głową i uważnie go słucham. 

____________________________________________________

Cześć x Więc znalazłam czas na napisanie rozdziału. nie jest za długi, ale też chyba nie za krótki, hm? Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak mnie wkurza ten 7 letni gówniarz. Ciągle patrzy mi na złość w monitor, lub rzuca czymś we mnie. Natomiast przy tym małym to trzeba chodzić i chodzić. No ale whatever. Mam nadzieję, że rozdział Wam się podobał. Piszcie w komentarzach Wasze opinie, a ja lecę Was o nowym rozdziale poinformować. Potem lecę się umyć, bo jest teraz 22:30. Hah. Siostrzeniec piszczy mi nad uchem zabawką i chyba go zaraz kopnę. Ugh. Do zobaczenia, misie! :) 

PS Wiem, że znak muzułmanów to półksiężyc, ale Zayn jest tu chrześcijaninem na potrzeby opowiadania.


~ Komentarz pod rozdziałem naprawdę mile widziany :)