niedziela, 7 września 2014

Zawieszenie

Hej!
Chcę Was poinformować, że na jakiś czas zawieszam bloga. Z braku weny i czasu. :( 

Będę tęsknić x

wtorek, 19 sierpnia 2014

Rozdział 5.

Dumny uśmieszek znika z twarzy Niall'a gdy przystaję. Przygryza wargę patrząc na mnie.
- Przepraszam, to miało być w formie żartu. - przewraca oczami. Zakładam ręce na siebie i unoszę brew. - Ty po prostu wszystko bierzesz do siebie, Tris. Chociaż podoba mi się wizja ciebie ze mną w łóżku. - udaję zamyślonego na co parskam śmiechem.
- Tak właściwie. - unoszę palec. - To śpimy razem więc nie tak dużo musisz sobie wyobrażać.- Niall uśmiecha się krzywo i chichocze. Cudowny dźwięk.
- Powrócił ci humor? - unosi brwi. Przewracam oczami ze śmiechem kiwając głową. - Hm, mogę zadać ci pytanie? - kontynuujemy spacer
- Taa. - kiwam głową. Idziemy przez las. W nocy padał deszcz, więc cudownie pachnie. Kocham ten zapach. Wciągam nosem świeże powietrze i wypuszczam ustami.
- Jesteś dziewicą? - pyta na co uśmiecham się, powstrzymując śmiech.
- Wow, Niall. Szybko działasz.
- Ale... - śmiejemy się razem, Niall kręci z niedowierzaniem głową. - Nie miałem na myśli-
- No jasne, nie tłumacz się! - uderzam go żartobliwie w ramię. Znów się śmiejemy i muszę przyznać, że jest naprawdę miło. Gdyby nie fakt, że to miejsce jest nawiedzone, a twoim przyjacielem stał się porywacz - podsuwa mi moja podświadomość. Oj, cicho. To naprawdę miły facet i nie jest porywaczem. W sumie to jest. Trudno to określić.
- W jakim wieku straciłaś dziewictwo? - pyta. Prawda czy fałsz? Przyznać się?
- Miałam szesnaście lat. - wzdycham. Prawda.
- Woah. Myślałem, że jesteś grzeczna. - słychać czyste zdziwienie w jego głosie. Śmieję się. - Opowiedz mi coś o tym.
- Cóż, miałam chłopaka od jakiś trzech miesięcy. Byłam typem imprezowiczki. Mimo to, że byłam niepełnoletnia piłam i ćpałam. Moje koleżanki z imprez miały po osiemnaście lat. Śmiały się, że powinnam wstąpić do klubu dziewic. Więc namówiłam chłopaka na seks. No i tak właśnie straciłam dziewictwo. Potem zaczęłam puszczać się na prawo i lewo. - wzruszam ramionami. - Po śmierci mamy się ogarnęłam. Stałam się samotnikiem i rzeczy, które robiłam to nauka, gry komputerowe, seriale, jedzenie i jeszcze raz jedzenie. Nie, nie popadłam w depresję czy coś. Po prostu wiedziałam, że mama nie byłaby ze mnie dumna. - Niall kiwa głową ze zrozumieniem.
- No nieźle. Jak to jest być na haju?
- Cudownie, zapominasz o wszystkim. - chichoczę. - A ty jesteś prawiczkiem?
- Nie. Poprzedzając twoje kolejne pytanie; w wieku siedemnastu lat z piękną rudowłosą, której imienia nie pamiętam. - śmieję się i kiwam głową.
- Ona była jedną z-
- Nie. Do tego się wstępuje dopiero po osiemnastce.
- Oh, okej. - uśmiecham się.

Mijamy kolejne drzewa. Las staje się rzadszy. Odchylam głowę i patrzę na korony drzew. Bujają się na wietrze. Słyszę dźwięk strumyku i uśmiecham się zbaczając z dróżki.
- Hej, gdzie idziesz! - śmieje się Niall, idąc za mną.
- No chodź! - piszczę łapiąc go za rękę. Odrzucam ogryzek jabłka. Słyszę, że jesteśmy coraz bliżej. Po naszymi stopami łamią się patyki. Docieramy do strumyku.
- Skąd wiedziałaś, że tu będzie strumyk? - unosi brwi.
- Dobry słuch. - wzruszam ramionami i ściągam buty, siadając na dużym kamieniu.
- Co ty robisz? - siada obok mnie. Ściągam skarpetki i zamaczam nogi, piszcząc. - Tris! Jest zimno! Przeziębisz się! - przewracam oczami.
- Oj nie pękaj! - poruszam palcami pod wodą z uśmiechem. Niall wzdycha i ściąga buty, a potem skarpetki. Do moich nozdrzy dociera nieprzyjemny zapach. Marszczę nos. - Niall! Boże, fuu! - zatykam nos palcami. Niall się śmieje.
- Sama tego chciałaś! - zamacza nogi.
- No niby tak, ale... Boże, jak wali! - śmiejemy się razem.
- Jakoś przeżyjesz. - chichocze.

Moczymy nogi w strumyku. Zimno wody sprawia, że lekko drżę. Gdy robi mi się naprawdę zimno ubieram skarpetki i buty z powrotem. Niall obserwuje mnie i robi to samo. Wstajemy.
- W sumie to miałeś mnie oprowadzać.
- Oh tak! - uderza się otwartą dłonią w twarz. - Chodź. - mówi i po chwili wychodzimy z lasu. Idziemy chodnikiem i żadne z nas się nie odzywa. To przyjemna cisza. Słychać śpiew ptaków i nic więcej. Wiatr zwiewa mi włosy na lewą stronę. Zakładam kosmyk włosów za ucho i wzdycham chowając dłonie do kieszeni. Czuję się naprawdę świetnie w tej bluzie. Pachnie Niall'em. Zapach Niall'a jest teraz dla mnie zapachem bezpieczeństwa. Spoglądam na niego z uśmiechem. Poprawia kurtkę. Potykam się o sznurówki, przez zagapienie się, ale on mnie łapie.
- Dziękuję. - mamroczę, a on kucyka i zaczyna wiązać mi sznurówki. - Ale ja potrafię sama! - śmieję się.
- Cicho bądź, to słodkie.- wstaje ze śmiechem, przewracam oczami i całuję go w policzek.
- Dziękuję, słodziaku. - parskam śmiechem.
- I tego właśnie oczekiwałem. - śmieje się.

- Oh i tu jest sklep. - wskazuje na "Tesco". Po drodze zdążył pokazać mi już opuszczone wesołe miasteczko, plac zabaw, skatepark, park, kościół i jakąś nieużywaną od lat wytwórnie lalek.
- A jakżeby inaczej. - śmieje się.
- Może małe zakupy? - kiwam głową z uśmiechem.

Po zrobieniu zakupów składających się z: chipsów, żelków, batonów, chałwy, Pepsi, Sprite'a i alkoholu idziemy do kasy. Kasjerka jest irytująca. Żuje gumę i bawi się włosami, obsługuje cholernie wolno. Tracę cierpliwość i nachylam się do niej.
- Jeśli nie przyśpieszysz swoich mozolnych ruchów, przysięgam, że usiądę na twoim miejscu i sama się skasuje. Wtedy wylecisz, bo powiem twojemu szefowi, iż ty mi kazałaś, bo ci się nie chciało. Rozumiesz? - cedzę przez zaciśnięte zęby. Molly - jak ma napisane na plakietce prycha i przyśpiesza ruchy.
- Wow, laska. Przystopuj trochę. - chichoczę mi do ucha na co przewracam oczami.

Wracamy do domu. Mogę to nazwać domem? Tymczasowym. Niall chowa alkohol do lodówki w kuchni, a ja idę na górę i kładę reklamówkę ze słodyczami w sypialni na stoliku. Czyli dzisiaj się nachlamy. W sumie miałam w planach czytać książkę, ale co tam. Przynajmniej zapomnę o tym wszystkim. Gdyby Niall załatwiłby jeszcze trawkę byłoby znakomicie. Ciekawe jak się zachowuje pijany Niall. Zastanawiam się. Niektórzy są agresywni, niektórzy się wygłupiają niektórzy zasypiają od razu, niektórzy się wyciszają. Jest różnie. Uśmiecham się słysząc, że Niall wchodzi do środka.

Wieczorem po kolacji siadamy na łóżku, Niall przyciągnął stolik do łóżka i postawił na nim dwie szklanki, czystą wódkę, Colę i chipsy.
- Szybko się nawalasz? - pytam go.
- W sumie tak. - wzrusza ramionami. Robi nam drinki. Pijemy jeden za drugim. Chyba wypiłam już trzy. Czuję się lekko nawalona. Klaszczę w dłonie.
- Mam pomysł!
- Wal. - mamrocze Niall, nalewając nam następną kolejkę. Rozlewa trochę na stolik, ale walić to.
- Zagrajmy w pytania!
- Świetny pomysł. Na czym to polega? - chichoczę głupio, a ja powstrzymuję się od wybuchnięcia śmiechem.
- Na zadawaniu sobie pytań?
- To moje pierwsze pytanie? - śmieję się.
- Nie! To było coś w rodzaju pytania retorycznego, nie ważne. Zacznijmy! - kiwa głową.
- Masz jakieś hobby? Mam na myśli zbieranie znaczków, czy coś? - zadaje pytanie.
- Zbieram zużyte bilety na seanse w kinach. - Niall marszczy brwi chichocząc.
- Dość dziwne. - mówi na co wzruszam ramionami.
- Kiedy masz urodziny?
- Trzynastego września, a ty?
- Dwudziestego maja. - szczerzę się.
- Co o mnie myślisz?
- Jesteś w porządku, zabawny, miły i przystojny, a ty co o mnie? - unoszę brew.
- Piękna, seksowna, słodka, zabawna, cudowna, zadziorna, pyskata i piękna.
- Mówiłeś już "piękna" na początku. - chichoczę na co wzrusza ramionami.
- Piękna, piękna, piękna, piękna, piękna...- zatykam mu usta dłonią śmiejąc się.
- Shh, starczy! - marszczy nos i liżę wewnętrzną część mojej dłoni. Oddalam ją wybuchając śmiechem. Milczymy przez chwilę patrząc na siebie. - Teraz twoja kolej na pytanie. - podpowiadam.
- Mogę cię przelecieć? - oblizuje sprośnie wargi. Rozszerzam oczy chcąc coś powiedzieć, ale Niall mi nie pozwala. - To było coś w rodzaju pytania retorycznego, kochanie. - mruczy, zbliżając się i wpijając w moje wargi.

_____________________________________________________

Cześć x Właściwie to nie wyrobiłam się, bo jest środa, haha. Dokładnie to 0:32. Te półgłówki jeszcze nie wyjechały, bo pogoda zła i nie jadą nad morze :( Jadą dopiero w sobotę. (?) Napisałam ten rozdział w dwie godziny, woah.  Chyba tyle ode mnie :) Do następnego x

Pytanie na rozdział: Chcecie scenkę z seksem czy ominąć? :) xx


~ Czytasz? Zostaw komentarz :) 

piątek, 15 sierpnia 2014

Rozdział 4.

Gdy Niall mówi mi o wszystkim po prostu nie mogę w to uwierzyć. Ledwo cokolwiek z tego rozumiem. Mówi coś o Szmerze, coś o klątwie przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Wszystko jest cholernie niewiarygodne.
-.... I właśnie dlatego tu jesteś, dlatego ja tu jestem. Beatrice, muszę cię przed nim chronić. On jest tak jakby... wszędzie. Nie wiem jak ci to wszystko- gestykuluje dłońmi - jakoś wytłumaczyć. - Myślę głęboko. Choćbym myślała nad tym całą wieczność - nie widzę w tym po prostu najmniejszego sensu. Nie wierzę w takie rzeczy jak jakieś klątwy lub demony. Patrzę na Nialla, marszczy brwi myśląc i po chwili znów mówi - Słuchaj. Gdy parę pokoleń wcześniej pewien koleś zaczął... jakby to ująć. Hm, przesadzać. Znęcał się nad swoją córką. Wtedy trafił w ręce policji. Coś w niego wstąpiło. Podobno jego zachowanie było nadludzkie. - drapie się po karku - W dzień swojej egzekucji krzyczał o ty, że to jeszcze nie koniec. Że wróci silniejszy. Nazwano go Szmer. Przez jakiś czas po jego śmierci był spokój, lecz potem zaczęły znikać dziewczyny w twoim wieku. Z różnych miast Irlandii, Anglii i Szkocji. Inaczej mówiąc Wielkiej Brytanii plus niepodległej części Irlandii. Okazało się, że to był on. To jest coś w rodzaju klątwy. Wszyscy się go bali. Po jakimś czasie powstało coś takiego jak Buntownicy. Osoby, które chcą go powstrzymać. Między innymi ja do nich należę. Wybieramy sobie dziewczynę. Wybacz, jeżeli to zabrzmiało kontrowersyjnie. - zabrzmiało Niall, zabrzmiało. - Którą chronimy. - Kiwam głową jakbym przyjęła to do wiadomości. Prawda jest taka, że nie. To dla mnie za wiele. Za dużo do ogarnięcia. Zdjęcia mówią same za siebie. Na myśl nasuwa mi się tyle pytań jak nigdy w życiu.
- Niall. - zaczynam, ale on kręci głową.
- Dam ci to wszystko do przemyślenia, Tris. Powiedz gdy będziesz gotowa na dalszą rozmowę. - Kiwam głową, a Niall wstaje i wychodzi z pokoju.

Myślę nad tym, czy mój tata wie, czy moja mama i jej śmierć ma z tym coś związanego, gdzie jest reszta dziewczyn, o co chodzi z Jason'em, ale nie mam na to odpowiedzi i wiem, że muszę je zaczerpnąć od Niall'a. Nie zdaję sobie nawet sprawy kiedy zasypiam.

Gdy się budzę Niall leży obok mnie z telefonem w ręką i sms'uje z kimś. Ziewam, a on spogląda na mnie i chowa telefon do kieszeni.
- Tris?
- Tak?
- Przemyślałaś to? - czy przemyślałam? Sama nie wiem, lecz kiwam głową, by móc zadać pytania.
- Mogę ci zadać pytania? - Niall kiwa głową. - Gdzie jest reszta tych dziewczyn?
- Niektóre są tu, niektóre w innych domach, a reszta... hm, zwiała. - odpowiada, a ja wiem, że tych dziewczyn pewnie już nie ma na tym świecie.
- Czy mój tata wie? - Niall myśli chwilę.
- Prawdopodobnie tak. - przełykam ciężko ślinę.
- O co chodzi z Jason'em i waszą kłótnią?
- Zwyczajna kłótnia o dziewczynę. - rozszerzam oczy a Niall tłumaczy - W sensie dziewczynę do chronienia, Tris. - kiwam głową.
- Śmierć mojej mamy miała coś z tym wspólnego? - pytam na co kręci głową.
- Zbyt duża różnica lat, więc nie. - odchylam głowę do tyłu podpierając cię na łokciach i myślę. - Wierzysz mi? - wierzę mu? Nie wiem. Nic już nie wiem. Wszystko układa się w logiczną całość, a Niall po prostu nie wygląda teraz jakby miał mnie okłamywać
- Szczerze? Nie jestem pewna, ale chyba tak.
- Dam ci tyle czasu ile potrzebujesz. - między nami zapada cisza.
- Niall?
- Huh?
- To wszystko jest pojebane. - siadam prosto.
- Wiem, Tris. Wiem. - przytula mnie.

Po umyciu się i ubraniu w pidżamę kładę się do łóżka obok Niall'a. Spogląda na mnie a ja tylko rzucam mu uśmiech. Przez chwilę tak leżę, ale wstaję i kieruję się do półki z książkami. Sięgam po jakąś i kładę się z powrotem. Przeczytałam jakoś z 60 stron. Książka jest o tym, jak to Katie znalazła miłość swojego życia - Isaac'a. Przynajmniej tak jej się wydaje. Więcej się dowiem w trakcie. Nigdy nie czytam opisu, bo uważam, że to wszystko niszczy. Możesz się domyślać w trakcie, ale nie przed. Wsadzam zakładkę między stroną 61 a 62.

Niall leży i bawi się telefon. Patrzę się w sufit. Przemyślałam już wszystko i znam odpowiedź.
- Wierzę ci.- mówię, a Niall od razu odkłada telefon i patrzy na mnie.
- Naprawdę?
- Naprawdę. - kiwam głową.  Uśmiecha się lekko. - Niall, mam jeszcze dwa pytania.
- Wal. - mówi ciągle się uśmiechając.
- Ile mam tu zostać?
- Całe wakacje.- wzdycha.
- Okej. A... czemu mi nie powiedziałeś tego wszystkiego wcześniej?
- Nie chciałem żebyś zwariowała. - chichocze, a ja do niego dołączam. - Wiesz co? - kiwam głową, aby kontynuował. - Większość dziewczyn, które tu trafią bez przerwy płaczą i użalają się nad sobą. Ty nie tak często. Podziwiam cię. - śmieję się.
- Moje motto życiowe brzmi "Trzymaj się chwil, które nie są do dupy, nawet jeśli jest je trudno dostrzec."- Niall się uśmiecha.

Rano budzę się z uśmiechem na twarzy. Cieszę się, że przespałam noc bez problemów typu trup wiszący na sznurku. Niall'a nie ma w pokoju, ale po chwili wchodzi z tacką ze śniadaniem. Jemy wspólnie śniadanie śmiejąc się. Cały dzień spędzamy na wygłupianiu się. Około 23 kładziemy się spać. Wcześnie się budzę. Tym razem nie przez krzyk, ale przez to, że ktoś zrywa ze mnie kołdrę. To Jason.

Przełykam ciężko ślinę i patrzę na miejsce obok z nadzieją, iż Niall mi pomoże. Nie ma go. Niedobrze.
- Witaj, dziwko. - śmieje się.
- Zostaw mnie! - warczę.
- O to będziesz mnie błagała później - przyciska mnie do łóżka, a ja wrzeszczę. Przykłada mi dłoń do ust. - Zamknij się, bo zaraz ten twój kochaś się tu zjawi. - o to mi chodzi. Gryzę go mocno w rękę, a on jęczy z bólu zabierając ją. Krzyczę znowu. Chwilę się z nim szarpię, a po jakimś czasie Niall wparowuje do pokoju.
- Niall pomóż mi! - piszczę. - Od razu zrywa się i łapie za kołnierzyk Jason'a. Tym razem go nie powstrzymuję. Na końcu wywala go za drzwi i od razu kuca obok mnie na łóżku.
- Nic ci nie jest? - pyta zmartwiony.
- Nie, jest okej - siadam. - a tobie?
- Nie. -wzdycha i przytula mnie. Wtulam się w niego i zamykam oczy.
- Tris, nie uciekniesz mi już, prawda?
- Raczej nie. - uśmiecham się.
- Więc oprowadzę cię dzisiaj po okolicy. Ubierz się i zrób inne sprawy, które kobiety robią rano i zejdź na śniadanie. - śmieję się i kiwam głową. Niall wychodzi.

Gdyby tak o tym szczerze pomyśleć to wszystko się nie klei. Kiedyś wierzyłam w zjawy i inne pierdoły, ale przeszło mi. Może Niall rzeczywiście ma rację. To wszystko się jeszcze okaże. Przeszukuję swoją torbę, zakładam stanik i bluzkę. Jęczę niezadowolona gdy okazuję się za mała. Wychodzę na balkon, jest zimno, patrzę na termometr tam wiszący. Osiemnaście stopni to wcale nie tak dużo na lato. Z balkonu jest widok na jezioro, wzdycham patrząc na nie. Drżę z zimna, więc wracam do pokoju. Ściągam bluzkę i decyduję się jeszcze umyć. Wchodzę do łazienki, ściągam spodenki od pidżamy, stanik i biorę prysznic. Gdy wychodzę spod prysznicu umyta, owijam się ręcznikiem. Myję zęby, po czym wiążę włosy w kitkę. Robię lekki makijaż i patrzę w lustro wzruszając ramionami. Wyglądam w porządku, więc wychodzę z łazienki i rozglądam się po pokoju. Biorę czystą bieliznę i czarne, zwykłe legginsy. Nie pomyślałam o ciepłych ubraniach pakując się. Niall był za bardzo stanowczy i wiedziałam, że muszę się śpieszyć. Dostrzegam na krześle bluzę, która po chwili jest w moich rękach. Czarna bluza z napisem PUMA. Wzdycham jej zapach i jestem pewna, że to bluza Niall'a. Idę z ciuchami do łazienki i ubieram się, po czym załatwiam swoje potrzeby. Pidżamę wkładam z powrotem do torby gdy jestem już w pokoju. Ubieram skarpetki i buty z Adidasa. Wiążę sznurówki i wstaję. Nie jestem pewna czy czekać na niego tu czy nie, ale i tak jestem za niecierpliwa, by się o tym przekonać siedząc tutaj.

Gdy schodzę na dół nie ma Niall'a. Patrzę niepewnie na Louis'a siedzącego przy stole.
- Jest przed domem. - uśmiecha się do mnie.
- Dzięki. - uśmiecham się niezręcznie i wychodzę. Marszczę brwi rozglądając się. Wcale go tu nie ma. Albo jest - orientuję się gdy łapie mnie w pasie od tyłu, a ja piszczę. Niall się śmieje i odsuwa ode mnie. - Przestraszyłeś mnie, idioto! - śmieję się, ale Niall nie odpowiada. Przygląda mi się z uśmiechem.
- To moja bluza?
- Może.
- Wyglądasz uroczo.
- Wiem.
- Skromna.
- Zawsze i wszędzie. - oboje się śmiejemy.
- Jesteś naprawdę piękna, a ta bluza dodaję ci jeszcze, um...
- Chciałeś sprawić mi komplement, ale ci nie wyszło? - chichoczę.
- Shh, zaraz coś wymyślę. - udaje, że się zastanawia. - Blasku i słodkości! - gestykuluje teatralnie.
- Oh, denne. - śmieję się.
- Romansidła ci nie odpowiadają?
- Nie za bardzo. - wzruszam ramionami.
- Lubisz może gry wideo? - unosi brwi.
- Oczywiście.
- Boże, właśnie odnalazłem kobietę życia!
- Oh mój Romeo! - śmiejemy się głośno.
- Nie sądzisz, że lepiej napisać piórem życia swoją własną historię? - obejmuje mnie ramieniem i podaje jabłko. Biorę je i gryzę. Idziemy przed siebie.
- To kochane, Niall.
- Jak można mnie nie kochać? -chichoczę.
- Nie mam pojęcia. - uśmiecham się czulę, Niall odwraca głowę i jestem pewna, że się rumieni.
- Zachowujemy się jak para. - przygryza wargę.
- Może trochę, gdyby nasza znajomość nie zaczęła się od porwania.
- Łatwo uległaś. Ciekawe czy w łóżku też taka jesteś. - mówi pewny siebie. Krztuszę się i kaszlę, przystając. Było tak dobrze. Zjebał.

______________________________________________________

Hej! W końcu rozdział, yaaay. Wybaczcie, że tak długo, ale było gorzej niż myślałam, że będzie. Ciągle chodzę mega wkurwiona, przez tego małego gnojka. Na dodatek gdy siadałam przed nowym postem brakowało mi weny. Jest 0:24, znalazłam czas, wenę i napisałam! Yaay.  Więc w tym rozdziale 1/4 z sekretów wychodzi na jaw. Naprawdę - 1/4. Ciągle mam nowe pomysły. Podoba Wam się zwrot akcji? Piszcie w komentarzach. Btw. Czemu pod ostatnim rozdziałem było tak mało komentarzy? To naprawdę niefajne. Jeśli rozdział wam się nie podobał wystarczyło napisać. Na tym polega komentarz. By wyrazić swoje zdanie. Liczę na Was, bo  komentarze cholernie motywują. Następny rozdział będzie prawdopodobnie we wtorek, bo te małe małpy jadą w niedziele i powinnam się wyrobić. Kocham Was, do następnego xx

 Pytanie na ten rozdział: Wierzycie w zjawiska paranormalne?


~ Komentarz pod rozdziałem naprawdę mile widziany :) 


sobota, 2 sierpnia 2014

Rozdział 3.

Podchodzę, ale Niall wystawia rękę w moją stronę, dając mi znak bym się zatrzymała.
- Niall? - szepczę.
- Nie chcesz tego widzieć, Tris. - kręci głową, na co przewracam oczami.
- Owszem, chcę. - zakładam na siebie ręce.
- No to proszę bardzo! - prycha i odsuwa się tak, żebym to ja mogła stanąć przed oknem. Rozszerzam oczy. Ktoś sobie z nas robi jaja? Cholera jasna.
- Niall chodźmy tam. - mówię i zakładam buty.
- Chyba zwariowałaś! - prawie piszczy.
- Nie będziemy tu tak siedzieć, gdy na dworze wisi trup! - krzyczę do niego szeptem. Niall wzdycha, ubiera koszulkę i zakłada adidasy. Wygrałam. Idziemy po cichu na dół, każdy krok sprawia, że schody skrzypią. Spoglądam do tyłu na Niall'a, który przykłada palec do ust patrząc na mnie. Powoli otwieram drzwi. Tętno mi skacze, a adrenalina buzuje w żyłach. Wychodzimy po cichu na dwór. Słyszę świerszcze cykające w trawię. Oprócz tego jest zupełna cisza. Przełykam ciężko ślinę, Niall idzie zaraz za mną. Łapię go za rękę, bo jestem pewna, że to mnie uspokoi. Widzę w ciemnościach jego słaby uśmiech. Spuszczam głowę i idę przed siebie. 

- Tris, już. - zatrzymuję mnie Niall. Spoglądam w górę i odskakuję. Kurwa, to jest pieprzone martwe ciało, które wisi przede mną. Dopiero teraz to do mnie dociera. Wszystko wygląda okropnie. Do gałęzi przywiązany jest sznurek, do którego przywiązana jest ludzkie ciało. Facet wisi, a z głowy, którą musiał uderzyć w ziemię, leci krew. Przytulam się do Nialla, a on mnie obejmuje. Cała się trzęsę. 
- Niall, chodźmy stąd. - łkam w jego pierś. 
- Czekaj Tris, on... - puszcza mnie i podchodzi bliżej. Widzę jak przeciera dłońmi twarz. - Kurwa, to Zayn. - szepcze pod nosem. 
- Zayn? - marszczę brwi. 
- Mój znajomy. - wzdycha. Kiwam głową. - Musimy go pochować. - mamrocze. Unoszę brwi. 
- Nie lepiej zadzwonić po karetkę, policję? 
- Policję? Pewnie już cię szukają. Nie masz telefonu, więc nie odpowiadasz na połączenia od rodziny.
- Tym lepiej, zabiorą mnie do domu. - prycham. Niall kręci głową. 
- Beatrice, ty nadal nic nie rozumiesz. 
- Nie. Nic nie rozumiem. - zakładam ręce na siebie. Wzdycha. - Z resztą takie rzeczy można zgłaszać po 48 godzinach. - pewnie sam to dobrze wie.
- Pomóż mi. Znajdź w piwnicy łopatę i dwie wąskie deski. Jedną dłuższą, drugą krótszą. - prosi mnie. Przewracam oczami i kiwam głową.

 Kieruję się w stronę domu. Mogłam go jakoś pocieszyć, w końcu to jego znajomy. Ale nie, jestem za dużą suką. Egoistyczna suka bez serca. Wzdycham i schodzę po schodach do piwnicy. Zapalam światło. Marszczę nos czując niewyobrażalny smród. Zatykam nos. Wszędzie jest wiele pajęczyn. Zauważam łopatę. Biorę ją i zaczynam szukać desek. Znajduję jakieś. Podnoszę jedną i piszczę gdy wybiegają spod niej szczury. Uspokajam oddech. Chwytam drugą, krótsza od poprzedniej deskę. Chcę wracać ale zdaję sobie sprawę do czego deski będą służyć. Oczywiście, że do krzyża. Niall zapomniał powiedzieć mi, żebym wzięła gwoździe i młotek. Chowam gwoździe do kieszeni i szukam młotka. Otwieram drzwi prowadzące do dalszej części piwnicy jak mniemam. Wydaję z siebie głuchy krzyk i zamykam szybko drzwi. To dlatego tu tak capi! Jak się okazało; w tym schowku leży rozkładający się już trup. Znakomicie. Dwa trupy w ciągu jednej nocy? To dla mnie za dużo. Czuję jak mnie mdli, więc wymiotuję do jakiegoś wiaderka. Wiem, że Niall mnie potrzebuje, dlatego gdy się uspokajam i nie jest mi już słabo, biorę młotek leżący pod drzwiami i wracam do Niall'a.

Zauważam, iż zdążył już... cóż. Ujmę to tak: zdążył już odwiązać z stopy Zayn'a sznurek i włożyć go do czarnego worka, którego swoją drogą nie wiem skąd wytrzasnął. Podchodzę do niego. Mruczy pod nosem "dziękuje" i zabiera ode mnie rzeczy. Zaczyna kopać dół. 
- Niall? - szepczę.
- Tak? - nie przerywa kopania dołu. 
- Przykro mi. Wiesz... To był twój znajomy... - przygryzam wargę.
- W porządku, Tris.- po chwili gdy stwierdza, że dół ma dobre wymiary, wrzuca tam worek z ciałem. Zakopuje dół i przeciera wierzchem dłoni czoło. Z desek robi krzyż i wbija go przed dołem. Podczas gdy Niall się modli ja wpadam na pomysł. zbieram gałęzie i robię obwiednie dołu prostokąt. Niall uśmiecha się lekko do mnie, co odwzajemniam. 

Gdy wracamy do pokoju nie jestem w stanie zasnąć. Za dużo tej nocy widziałam. Unoszę się na łokciach i spoglądam na Niall'a. 
- Śpisz? - szepczę. 
- Nie. - mamrocze w poduszkę. - Po pierwsze... po tym co dzisiaj widziałem nie wiem czy zasnę, a po drugie jest tu cholernie niewygodnie. Wzdycham. Wiem, że sama tu nie zasnę. 
- Chodź tu. - mówię cicho. Niall unosi głowę i patrzy na mnie zdziwiony. 
- Naprawdę? - kiwam głową. Wstaje, bierze kołdrę i poduszkę. Kładzie to na łóżku i układa się obok mnie. Czuję się od razu bezpieczniej. Co za ironia. 

Perspektywa Niall'a: 

Nie wierzę, że Zayn jest kolejną ofiarą. Zayn był dobrym człowiekiem, a to wszystko jest po prostu popierdolone. Patrzę na Beatrice, która już śpi. Chyba. Nawet w połowie nie zdaje sobie sprawy z tego co się tu dzieje. Czuję się z tym źle, bo to ja powinienem jej o wszystkim powiedzieć. Jednakże nie chcę, żeby skończyła tak jak Liam. Mianowicie trafił przez to wszystko do psychiatryka, gdyż powiedział co tu widział, słyszał, bądź przeżył. To nie było mądre z jego strony, bo wszyscy ludzie z świata zewnętrznego nie uwierzą dopóki, dopóty nie doznają tego na własnej skórze. Choć w sumie jak na ironię boją się tego miejsca. A gdyby Tris coś się stało? Jest na tyle niemądra, że może się narazić, a ja mogę nie mieć szans jej obronić gdy będzie za późno. Boję się o nią. Stop, Niall. Przestań myśleć. Obejmuję ją od tyłu i całuję w ramię. Po chwili zasypiam. 

Rano budzę się i idę do łazienki. Biorę szybki prysznic i ubieram się. Myję zęby i stawiam włosy na żel. Gdy wychodzę z łazienki Tris już nie śpi. Uśmiecham się do niej i idę zrobić nam śniadanie podczas gdy ona idzie do łazienki. Na dole siedzi Jason. Marszczę brwi.
- Co ty tu robisz? 
- Przyszedłem do Louis'a - wzrusza ramionami.
- Taa. - wzdycham. Nie mam zamiaru dłużej z nim gadać. Jest po prostu przyjacielem mojego przyrodniego brata. Wszystko jest w porządku dopóki nie dotyka Beatrice. Robię mi i Tris śniadanie; jajecznicę. W momencie, w którym zastanawiam się ile słodzi Tris, robiąc herbatę, słyszę jak schodzi po schodach. Przełykam ciężko ślinę i spoglądam na Jason'a, który siedzi tam z tym swoim durnym uśmiechem. Przysięgam, zaraz mu przywalę za sam ten idiotyczny uśmiech. Jebany debil. Tris wzdryga się widząc go. Spogląda w moją stronę. Uśmiecham się do niej i kiwam palcem żeby podeszła, bo chcę się spytać ile słodzi. Odwzajemnia uśmiech i kieruje się w moją stronę. 
- Dziwka. - mamroczę pod nosem Jason, ale dobrze wie, że go słyszymy. Beatrice patrzy na niego, a ja już szykuję się, żeby go zajebać. 
- Niall, nie- - urywa, bo zamachuję się i trafiam Jason'a pięścią w szczękę. Słyszę jak Tris piszczy i łapie mnie za łokieć. Wyrywam łokieć z jej uścisku i wymierzam Jason'owi kolejny cios. 
- Co tu się do kurwy dzieje?! - ledwo notuję krzyk Louis'a. Przyrodni brat odciąga mnie od Jason'a. Beatrice stoi jak wryta, a Jason jej półprzytomny. Jason wychodzi z domu zataczając się. Tris spogląda na mnie ze łzami w oczach. Kurwa, co ja narobiłem. 

Beatrice nie odzywała się do mnie cały dzień. Mam zdarte knykcie i jednym słowem wszystko jest zjebane. Moje dobre relacje z Tris legły w gruzach. Nie mam pojęcia czemu, ale kompletnie mnie ignoruje. I to wcale nie przez to, że ją "porwałem", bo raczej już dawno nie ma mi tego za złe.  Albo szybko wybacza, albo w końcu zrozumiała. Lecz Niall Horan to Niall Horan i zawsze muszę coś do kurwy nędzy zjebać. Słysze jak wychodzi z łazienki już umyta i przebrana w pidżamę. Uśmiecham się do niej, ale tylko wywraca oczami. Czyli coś jest na rzeczy. Dlatego też, Niall ruszy swoją dupę, dowie się o co chodzi i będzie przepraszał Tris dopóki mu wybaczy. Plan idealny, ale teraz czas wcielić go w życie.
- Tris? - spogląda na mnie. 
- Jesteś na mnie zła? - czekam, ale nie odzywa się. Ugh. - Tris, odpowiedz. 
- Nie.
- Więc czemu się do mnie nie odzywasz? 
- Bo jesteś pojebany. - prycha. 
- Tyle to ja wiem. - widzę, że nie może ukryć uśmiechu. 
- Chodzi ci o to, że pobiłem Jason'a?
- Bingo! - szczotkuje włosy. Wzdycham.
- Przepraszam, po prostu Jason to chuj. 
- Głupszym się ustępuje. - odkłada szczotkę. 
- Wiem, Beatrice. Czekaj, czyli uważasz, że jestem lepszy od Jason'a? - uśmiecham się. Tris chichocze.
- Tak, Niall. Zdecydowanie. Czy to sprawia, że twoja samoocena leci w górę? - nadal chichocze a ja dołączam do niej i kiwam głową. - Idź się umyć śmierdzielu. - rzuca we mnie poduszką a ja się śmieję i idę do łazienki. Po tej rozmowie od razu czuję się lepiej i humor mi powraca. 

Perspektywa Beatrice: 

Gdy Niall wchodzi do łazienki z uśmiechem przyglądam się pokojowi. Co prawda ta bójka mnie trochę zburzyła, ale Niall ma w sobie jakąś magię, że po prostu nie można się na niego gniewać. Wychodzę na przedpokój i rozglądam się. Na ścianie wiszą zdjęcia. Młodzi mężczyźni z jakimiś małymi dziećmi. Tak właściwie wszystkie dzieci to dziewczynki. Unoszę wysoko brwi widząc zdjęcie mojego dziadka i prawdopodobnie mojej mamy. Patrzę na zdjęcie obok i zamieram widząc zdjęcie mojego taty z młodości i mnie gdy byłam mała. Kurwa, Niall będzie mi się musiał z tego tłumaczyć. Choć wątpię, że to zrobi. Biorę zdjęcie dziadka i mamy, po czym swoje i taty. Wchodzę do pokoju i siadam na łóżku, czekając aż Niall wróci. Kręcę głową z niedowierzaniem patrząc na zdjęcia. Słyszę jak wychodzi z łazienki. Patrzę na niego, jest uśmiechnięty od ucha do ucha. Przenosi wzrok na to co trzymam w dłoniach i uśmiech mu znika. Cóż, już jestem pewna, że wie coś na ten temat. 
- Co to jest Niall? - unoszę zdjęcia i widzę jak bierze głęboki oddech. Siada obok mnie, bierze zdjęcia z moich rąk i odkłada je.
- Wszystko ci wytłumaczę, Beatrice. Musisz mnie wysłuchać do końca. - Kiwam głową i uważnie go słucham. 

____________________________________________________

Cześć x Więc znalazłam czas na napisanie rozdziału. nie jest za długi, ale też chyba nie za krótki, hm? Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak mnie wkurza ten 7 letni gówniarz. Ciągle patrzy mi na złość w monitor, lub rzuca czymś we mnie. Natomiast przy tym małym to trzeba chodzić i chodzić. No ale whatever. Mam nadzieję, że rozdział Wam się podobał. Piszcie w komentarzach Wasze opinie, a ja lecę Was o nowym rozdziale poinformować. Potem lecę się umyć, bo jest teraz 22:30. Hah. Siostrzeniec piszczy mi nad uchem zabawką i chyba go zaraz kopnę. Ugh. Do zobaczenia, misie! :) 

PS Wiem, że znak muzułmanów to półksiężyc, ale Zayn jest tu chrześcijaninem na potrzeby opowiadania.


~ Komentarz pod rozdziałem naprawdę mile widziany :) 


czwartek, 31 lipca 2014

Rozdział 2.

- Jesteś głodna? - pyta mnie gdy wychodzi z samochodu. Rozglądam się. Stoimy przed dużym domem. Powiedziałabym, że nawet willą. Znajduje się to w lesie. Super. Drzwi frontowe są otwarte. Nie mam pojęcia co to może znaczyć.
- Beatrice? Jesteś głodna? - powtarza z nutką irytacji w głosie. 
- Tak - mamroczę pod nosem. Kiwa głową i bierze moją walizkę, wyrywam mu ją z ręki i patrzę mu prosto w oczy. Chyba go to onieśmiela, bo odwraca wzrok i pozwala mi ją wziąć. Świetnie, mogłam to wykorzystać wczoraj. Właściwie to dzisiaj, ponieważ działo się to po północy. Pamiętam jak byłam mała. W Primary School* nauczycielka pytała się kiedy zaczyna się nowy dzień. Zgłosiłam się wtedy i odpowiedziałam, że po północy. Zaprzeczyła. Co z tego, że to jest noc, ale to kolejna data w kalendarzu, czyli nowy dzień. Nie ważne, to jest pojebane. Wracając do rzeczywistości; wczoraj Niall był bardziej stanowczy. Idę za nim do budynku. Mogę uciec, wiem to. Wzięłabym z walizki pieniądze i uciekła. Zamówiłabym taksówkę na jakieś lotnisko. Cokolwiek. Mam wystarczająco pieniędzy, ale to odpada. Zanim wyciągnęłabym cokolwiek z walizki, Niall by się zatrzymał i przyglądał temu co robię. Zaczęłabym uciekać, on by mnie gonił. Jak niby miałabym zamówić taksówkę? Nawet nie wiem gdzie jesteśmy. Poczekam z tym, aż będę miała wystarczająco informacji i czas by się wymknąć. 

Spoglądam na tablicę z nazwą miasta, w którym się znajdujemy. Marszczę brwi. To nie angielski. Próbuję sobie przypomnieć. Uczyłam się kiedyś tego języka? Tak. To iryjski*. Wnioskuję z tego, że musimy znajdować się w Irlandii. Tylko ja mogę mieć takie szczęście, żeby zamiast wylądować w mieście, w którym mówi się po angielsku, wylądowałam tam gdzie mówi się po iryjsku. Malutki odłamek Irlandii. Cudownie! 
- Jesteśmy w Irlandii? - Upewniam się Niall'a. Kiwa głową. 
- Stąd pochodzę. - mówi. 
- Mówią tu tylko po iryjsku czy po angielsku również?
- Po iryjsku, ale jak będą coś konkretnie od ciebie chcieli to zwrócą się po angielsku. - Co mogą ode mnie chcieć? Przygryzam nerwowo wargę. Wchodzimy do środka. Wnętrze domu jest piękne. Przechodzimy do jadalni. Niall wita się z jakimiś ludźmi. Po jego minie widzę, że nie za bardzo ich lubi. Stoję w przejściu. Przysłuchuję się im, ale nic nie rozumiem. Nie kminię tego języka. Mimo, że uczyłam się go całe 2 lata, pamiętam tylko podstawowe zwroty typu "dziękuję", "proszę".  Po chwili któryś z nich przemawia do mnie.
- Beatrice, Niall zaprowadzi cię do waszego pokoju. - Niall patrzy na mnie. Naszego? Mam z nim dzielić pokój? Patrzę na niego, ale odwraca wzrok. Będzie musiał mi się z tego pięknie wytłumaczyć. Za cholerę nie rozumiem nic z tego co się dzieje. Kiwam tylko posłusznie głową i idę za nim na górę. Wchodzimy do pokoju. Zamieram widząc małżeńskie łóżko. 
- Będę spał na podłodze, jeśli ci to przeszkadza. - przewraca oczami. Kiwam głową. 
- Wybacz, nie mam zamiaru spać z porywaczem w jednym łóżku. - rzucam mu ironiczny uśmiech. 
- Tris, ja... 
- Nie mów tak do mnie. Tak mogą mówić tylko moi przyjaciele i rodzina. Ty jesteś moim wrogiem. - warczę. Podchodzę do łóżka i siadam na nim. Co on sobie wyobraża? - Co to wszystko ma znaczyć? Wytłumaczysz mi? - Kręci głową. - Wytłumacz mi. - żądam stanowczo.
- Nie, Beatrice. - patrzy na mnie groźnie. - To nie jest czas na to. 
- To nie jest czas na to?! Więc kiedy do cholery będzie na to czas? 
- Nie wrzeszcz! Powinnaś być mi wdzięczna, że cię ratuję! 
- Ratujesz mnie? Porywając mnie? - śmieję się ironicznie. Podchodzi do mnie. 
- Tak, gdyby nie ja już dawno byłabyś zgwałcona i martwa. Martwa jak twoja matka. - Warczy cicho patrząc mi prosto w oczy. Cała drżę ze strachu. Zabolało i to bardzo. Mimo to nie poddaje się. Wstaję.
- Nie przeginaj, ja też potrafię obrażać. 
- Nie obrażam cię. Stwierdzam fakty. Natomiast ty zachowujesz się jak suka. O, teraz cię obraziłem. - Śmieje mi się w twarz. To impuls - otwartą dłonią uderzam go mocno w  policzek. Wykrzywia twarz w bólu i łapie się za poczerwieniały policzek. Głaszcze go tylko, łapie mocno moje nadgarstki. Popycha mnie na łóżko. To nie skończy się dobrze. Wdrapuję się do końca łóżka. Na czworaka idzie z mną. Próbuję jakoś uciec od jego rąk. Łapie mocno moje ramiona i przyciska mnie do łóżka. 
- Nie ruszaj się! - wrzeszczy podczas gdy się wiercę. Zaprzestaję ruchów. - Jesteś moją własnością, rozumiesz? Ciesz się, że trafiłaś na mnie zanim Jason zdążył cię zabrać. - mówi przez zaciśnięte zęby. Jego twarz znajduje się milimetry od mojej.
- Nie jestem żadną rzeczą. - używam tego samego tonu co on, powtarzając to co w nocy zdążyłam krzyknąć do niego i Jason'a. 
- Rzeczą nie jesteś, ale jesteś tak traktowana. - prycha. 
- Skurwiel! - wrzeszczę na co pluje mi w twarz. Wstaje. Wycieram swoją twarz grymasząc się. Chcę coś jeszcze powiedzieć, ale wychodzi z pokoju trzaskając drzwiami. Nadal nie wiem o co chodzi. Nie wiem o co chodzi z tym całym Jason'em, Niall'em, skąd wie, że moja mama nie żyje? Czemu przyjechaliśmy do jego rodzinnego miasta. W sumie nie wiem czy miasta, ale na pewno kraju. Dlaczego raz jest smutny i widać współczucie w jego oczach, a raz zachowuje się jak kompletny kutas bez uczuć? Wspominałam już, iż to wszystko jest kompletnie pojebane? Czuję łzy spływające po moich policzkach. Nie chcę patrzeć w lustro, bo pewnie nieźle bym się przeraziła. Słyszę jak na dole ktoś się kłóci. Prawdopodobnie Niall z kimś. Co teraz? Mam po prostu tu tak siedzieć? Mogę w ogóle skorzystać z łazienki? Wstaję i podchodzę do półki z książkami. Czytam tytuły takie jak: "Nie mów nikomu", "Skok w nieznane" i "Magia i krew". Jest również słownik angielsko-iryjski. Chwila. Mogę złożyć parę pełnych zdań, nawet niepoprawnych gramatycznie i jakoś dogadam się by zamówić taksówkę. Zabiorę słownik również na lotnisko. To zdaje się być dobrym planem. Wyrywam z początku pustą kartkę i zaczynam układać zdania. Mam już prawie wszystko gdy słyszę kliknięcie klamki. Niall wrócił. Najszybciej jak tylko potrafię chowam kartkę w słownik, a słownik pod poduszkę. Siadam na łóżku i patrzę na niego. Przykłada do policzka woreczek z lodem a w rękach trzyma tacę z jedzeniem. Marszczę czoło. 
- Zgłodniałeś? - prycham. 
- Nie, ty byłaś głodna. - mamrocze tak wyraźnie, na ile pozwala mu woreczek. Podchodzi do łóżka. No tak. Przez to wszystko zapomniałam już o swoim głodzie. 
- Już nie. - mówię. Z nerwów zaczął boleć mnie brzuch i nie zdołam nic przełknąć. 
- Jasne. - przewraca oczami i kładzie tacę na stoliku nocnym. Siada na fotelu i patrzy za okno. Myślę przyglądając się mu.

Gdy byłam dzieckiem znałam jakiegoś Niall'a, ale ledwo pamiętam jakąkolwiek chwilę z tym kimś. Lubię tę imię. Całkiem ładne. Dobra, myślę o nieistotnych rzeczach. Co do tej całej Irlandii. Raz w życiu byłam tu z rodzicami u ich znajomych. Pamiętam jakieś jej rejony, lecz jak przez mgłę. Lubię Irlandię. Jest piękna, ale ludzie nie są szczególnie przyjaźni. Zupełnie jak Niall. Prycham pod nosem. Przenoszę wzrok na zegarek. Jest już wpół do drugiej. Za oknem jasno świeci słońce, ale nie jest ciepło. Chłód wpada do pokoju przez okno. Pocieram ramiona, Niall to zauważa, wstaje i zamyka okno. Czyli teraz gra tę opiekuńczą stronę. Dobrze wiedzieć. Pogadam z nim, na spokojnie. Tak będzie najlepiej. Oszczędzi to nam nerwów i więcej się dowiem. 
- Niall? - spogląda na mnie. 
- Słucham? - wzdycha. 
- Ile masz lat? - pytam.
- Dwadzieścia. - prycha. - Myślałem, że masz zamiar mnie przeprosić czy coś. 
- Przeprosić? To ty wywiozłeś mnie do innego kraju, nazwałeś suką, swoją własnością, traktujesz mnie jak przedmiot - urywam - o ile nawet przedmiotów nie traktujesz lepiej. Splunąłeś mi w twarz... Mam cię przeprosić? 
- Za to ty nazwałaś mnie skurwielem i uderzyłaś mnie w twarz. 
- Bo na to zasługiwałeś. - przewracam oczami.
- Może. - szepcze patrząc się z nieodgadnionym wyrazem twarzy w okno. Nie może tylko kurwa na pewno. Wzdycham i patrzę na jedzenie, które mi przygotował. Jest już pewnie zimne, ale znowu zrobiłam się głodna. Biorę tacę na kolana.
- Smacznego. - mówi Niall. Wystawiam mu tylko środkowy palec i zabieram się za jedzenie. Jednak nie jest tak źle jeżeli chodzi o ciepło tego posiłku. Kończę jeść, odkładam tacę i kładę się na łóżku. Niall zabiera tacę i wychodzi z pokoju. Od razu biorę słownik i znajduję kartkę. Gdy wszystko jest już ułożone, tak jak myślę, że być powinno, chwytam telefon Niall'a i dzwonię. 
-Maidin dea. Ba mhaith liom buíochas a ordú tacsaí. (Dzień dobry. Chciałabym zamówić taksówkę) - Prowadzę rozmowę z kobietą, korzystając z notatek na kartce i słownika. Wszystko idzie dobrze. Pyta mnie o adres. Opisuję jej okolicę, bo niestety nie znam nazwy ulicy. Rozszerzam oczy, słysząc jak moja rozmówczyni zaczyna piszczeć coś niezrozumiałego, jej głos jest przepełniony paniką. Rozłącza się. Marszczę brwi. Zaczynam szukać po słowniku pojedyncze słowa, które piszczała. Dzięki słownikowi rozumiem tyle, że to znaczyło mniej więcej "Olaboga" "niebezpieczeństwo" "nie dzwoń". Zajebiście, widocznie i oni wiedzą co tu się kroi. Kręcę z niedowierzaniem głową i czyszczę rejestr połączeń Niall'a. Odkładam telefon na miejsce, drę kartkę i wyrzucam kawałki do kosza. Kładę słownik na miejsce na półce. Świetnie, utknęłam tu na tyle, na ile Niall sobie zapragnie. Siadam na łóżku po turecku i czekam, aż wróci. Co prawda nie wiem jakie ma co do mnie zamiary, lecz jest jedyną osobą, z która mogę tu rozmawiać, w końcu przecież nie chcę zwariować. Wraca. Siada na łóżku naprzeciwko mnie. Spuszczam wzrok i wzdrygam się. 
- Nie bój się mnie. - marszczy brwi. Unoszę wzrok i patrzę mu w oczy.
- Już dałeś mi na to naprawdę wiele powodów. - dobrze mówisz, Tris. Brawo za odwagę. Myślę i parskam pod nosem. 
- Wiem, lecz uwierz, nie chcę zrobić ci krzywdy. Wręcz przeciwnie. Chcę cię uratować. Od niego.
- Od kogo? - prycham patrząc na swoje palce. - Od samego siebie?
- Nie. - śmieje się - jesteś naprawdę zadziorna, Beatrice. - przewracam oczami nie mogąc powstrzymać uśmiechu. 
- Nic z tego nie rozumiem, Niall. To mnie przerasta. - mówię drżącym głosem. 
-  Zdaję sobie z tego sprawę. Nim się obejrzysz będzie po wszystkim. - obiecuje. 
- Powoli tracę w to nadzieję. - oboje na chwilę milkniemy. 
- Wytłumaczę ci to, lecz nie teraz. Wtedy gdy nic ci nie będzie grozić. - patrzy mi w oczy i gdzieś w głębi ducha wiem, że mówi to szczerze. Byłby naprawdę dobrym kolegą. "Gdyby nie był porywaczem, Tris." mówi cichy głos w mojej podświadomości, ale ignoruję go.  - Oh, przepraszam za telefon i inne tego typu rzeczy. - kiwam głową. - i przepraszam za przyszłe błędy, bo jestem pewien, że popełnię ich mnóstwo. - uśmiecha się słabo. 

Przed kolacją zdążyliśmy się jeszcze milion razy pokłócić, ale najgorsze było, gdy zobaczył, że jego rejestr połączeń jest pusty. Wpadka, Beatrice. 
- Tris? - zagaduję napiętym głosem Niall. Tym razem nie czepiam się go o moje zdrobnienie. Przełykam ciężko ślinę.
- Tak?
- Grzebałaś w moim telefonie? - prawie piszczy. 
- Nie... - kłamię. 
- Beatrice, do kurwy nędzy powiedz mi prawdę! - wrzeszczy. 
- O-okej, tak. - jąkam się. 
- Co z nim robiłaś? - warczy. 
- Ja... Dzwoniłam po taksówkę, dobra? Niall...- przerywam, Niall siada na łóżku i opiera głowę na łokciach. Masuje skronie. 
- Tris, ile razy mam ci powtarzać?! Nie próbuj uciekać! - krzyczy.  Nie odpowiadam. Siedzę cicho i czekam, aż uspokoi gniew. Zawsze tak było z moim tatą. Miał chwilę, w których nie panował nad gniewem. Czekałam, aż się opanuje.  Potem mogliśmy spokojnie sobie wszystko wytłumaczyć.
- I co? Gdzie ta taksówka? - spogląda na mnie. Widocznie na niego też podziałało. 
- Gdy podałam opis okolicy, kobieta zaczęła piszczeć coś o niebezpieczeństwie i się rozłączyła. - wzruszyłam ramionami. Niall się zaśmiał. 
- No nieźle. Wszyscy już zdają sprawę co się tu dzieje. - kręci głową śmiejąc się. Wzdycham. Nie jest mi wcale do śmiechu. 

O dwudziestej-trzeciej leżę już zmęczona w łóżku. Niall śpi na podłodze. Ze względu na to, że w domu nie ma więcej pościeli, poszewek czy tego typu pierdół, razem z nim przecięliśmy kołdrę na pół. To było naprawdę zabawne gdy Niall bez ustanku wkurwiał się na kołdrę i wyzywał ją od dziwek. Wziął sobie swoją połowę a ja swoją, położył na podłodze koc i poduszkę, oraz przykrył się. Zamykam oczy i po chwili zasypiam. Budzę się gdzieś około trzeciej w nocy. Mianowicie budzi mnie przeciągły wrzask z dworu. Rozglądam się przerażona. Schodzę z łóżka i depczę na coś, słysząc pisk. Ups. 
- Cholera, uważaj. - mruczy Niall siadając. W ciemnościach widzę jak masuje sobie palec.- Czemu nie śpisz? 
- Przepraszam. - szepczę. - Słyszałam jak ktoś krzyczał.
- Gdzie? - podnosi się Niall. 
- Co za bohater. - parskam śmiechem. - Z dworu. - Niall patrzy za okno, widzę jak jego oczy rozszerzają się a oddech przyśpiesza. Kurwa mać, że tak powiem. 

*Primary School - odpowiednik naszej szkoły podstawowej. 
*iryjski - inaczej język irlandzki. Drugi ichni język urzędowy. Teoretycznie już nie używany w Irlandii, poprzez podległość do Anglii.
_____________________________________________________

Cześć! Więc tak; zacznijmy od tego, że chcę się o coś spytać i coś wytłumaczyć. Jeśli chodzi o długość poprzedniego rozdziału, to było to celowe. Wiem, że był krótki, a było to ze względu na to, że to był pierwszy rozdział i tak jak ktoś napisał w komentarzu (◀ ιяιѕн тєєиαgєя ▶) nie chciałam za dużo zdradzać, bo byłoby to kompletnie bez sensu. Ten jest zdecydowanie dłuższy i mam nadzieję, że spełnia Wasze wymagania :) Wciąż proszę Was o komentarze z szczerą opinią. (+dziękuję za nie) Biorę to sobie do serca i wtedy wiem co mam zmienić/poprawić lub co mam dalej ciągnąć  ;) Teraz pytanie. Podoba Wam się taki gwałtowny Niall? Hah, wszyscy znają prawdziwego Niall'a Horan'a z swojej specyficznej słodkości i tego, że takiej kruszynki nie można po prostu zranić x Teraz na dwa tygodnie przyjeżdża siostra z synami, więc rozdziały będą dodawane rzadziej. Inaczej; jak znajdę czas gdy najmłodszy siostrzeniec będzie spał. Ogólnie opowiadanie opiera się na tajemnicach, więc jeśli coś podejrzewacie - uwierzcie, jest mało szansy, że jest tak jak myślicie, bo będzie tu cholernie dużo zwrotów akcji :) Do następnego! :D


~ Komentarze pod rozdziałem są naprawdę mile widziane :) 


środa, 30 lipca 2014

Rozdział 1.

W końcu udaje mi się wyrwać z uścisku, włączałam światło. Pierwsze co dostrzegam; mężczyzna, piwne oczy, dość wysoki, brunet lub szatyn- nie jest pewna przez źle padające światło. Moment, w którym przelotnie patrzę w jego oczy zapiera mi dech w piersiach, w złym tego słowa znaczeniu rzecz jasna. Przyglądam się mu. Wszystko zdaje się trwać wieczność, tak jakby zaraz miał z powrotem mnie chwycić, ale w rzeczywistości trwa to dwie sekundy. Mam pewność jak opiszę go na policji. Zaczynam uciekać. Biegnę wzdłuż salonu, aż do drzwi frontowych. Aktorzy w horrorach zwykle potykają się o własne nogi, dywan- cokolwiek. Mam nadzieję, że mi się nic takiego się nie zdarzy. Spoglądam w tył i widzę, że nieznajomy staje w miejscu. Oczy rozszerzają mu się w przerażeniu i zanim zdążę coś więcej zanotować czuję jak z czymś się zderzam. Raczej z kimś, bo oddech na moim czole powoduje dreszcze przepływające przez całe moje ciało. Zajebiście. Czyjeś palce zaciskają się na moich ramionach, spoglądam w górę i widzę niebieskie oczy. Obejmuje mnie. Co do cholery? Zaciska ramiona mocniej wokół mnie, co daje mi znak do bycia cicho.
- Możesz już iść Jason, ona jest moja. - mamrocze do faceta, który stoi obok kanapy. To pewnie ten co jeszcze chwilę temu mnie gonił, a teraz posłusznie stoi przy tej pieprzonej kanapie.
- Byłem pierwszy. -burczy do niebieskookiego. Co do chuja? Ja nie jestem żadnym przedmiotem! Chwilę potem zdaję sobie sprawę, że powiedziałam to nagłos. Cholera, to nie skończy się dobrze. Jednak ignorują moje słowa. Pieprzone szczęście w nieszczęściu. Biorę szybie oddechy.
- Jestem wyżej ustawiony Jason.- Wspaniale, za nic w świecie tego wszystkiego nie rozumiem.
Myślę przez chwilę czy warto podjąć próbę ucieczki. Nie, jego ramiona silnie mnie obejmują. Super.
Mrużę oczy czując podmuch wiatru. Jason przechodzi obok nas bez słowa i wychodzi z mojego domu. Mam ochotę zacząć krzyczeć. Kim jest obejmujący mnie koleś? Co to wszystko znaczy? Czy on może do chuja mnie puścić?! Jedyne co wychodzi mi przez usta to cichy świst. Nie mogę nic powiedzieć, a tym bardziej krzyknąć. Nie zdałam sobie nawet sprawy, że zaczęłam płakać.
- Obiecujesz, że gdy cię puszczę nie będziesz uciekać? - mamrocze mi w włosy. Kiwam głową. Puszcza mnie. Naiwny. Za żadne skarby nie będę tu dłużej stać. Wyobraźcie sobie moją pozycję. Gotowa do biegu życia, jedna noga dalej od drugiej tak jak i ręce. Mina triumfu. Debilka myśli, że się z tego uratuje? Zabawne, ponieważ on jakby nigdy nic podnosi mnie i przerzuca przez ramie.
- Obiecałaś. - warczy mi przy uchu. Jasna cholera, będę o tym opowiadać wnuką. Jeżeli oczywiście przeżyję. Walę mu pięsicami w plecy i wiercę się. - Przestań, bo będę zmuszony do użycia drastyczniejszych środków. Rozszerzam oczy. Boję się co to znaczy. Zaprzestaję ruchów.
- Jestem Niall, a ty kochanie?
- Nie mów tak do mnie! - krzyczę szeptem.  Naprawdę chciałam krzyknąć. Przyrzekam. Niemal mogę się założyć, że aktualnie przewraca oczami. Ja na jego miejscu też bym się irytowała. Oh, ironio. Ja nie jestem takim wrzodem jak on.
- Będę mówił jak mi się podoba. Teraz postawię cię na ziemi a ty grzecznie pójdziesz ze mną na górę spakować swoje rzeczy.- Nie mam zamiaru dłużej się mu sprzeciwiać. Jestem w tym przegrana od początku. Poddaję się. Stawia mnie na nogi, dla pewności chwyta mnie za ramię i idziemy na górę do mojego pokoju. Zaczynam się pakować, Niall siada na krześle przed moim laptopem. Wyłącza wszystkie aplikacje, następnie laptopa.
- Daj mi proszę swój telefon. - Nie reaguję. Może mi odpuści? Jasne. Sam wyrywa mi go z ręki. Widzę jak rzuca nim o ścianę. Gdyby to była inna sytuacja wysiałby mi sporo kasy. - Szybciej nie mamy czasu... - mówi przeglądając mój portfel. Wyjmuje dowód.- ...Beatrice.- dokańcza. Czuję na sobie jego wzrok. Wiem o co mu chodzi. Mam się pośpieszyć. Biorę z ściany ramkę ze zdjęciem mamy. Rzucam ramką o podłogę i oboje możemy usłyszeć rozbijające się szkło. Mężczyzna marszczy brwi. Zrobiłam to, żeby nie pieprzyć się z rozbiorem ramki. Nieinteligentny kretyn. Wyciągam zdjęcie kalecząc się trochę. Piszczę na co Niall mruczy coś pod nosem. Przygryzam wargę i chowam zdjęcie do walizki. Spakowałam chyba wszystko co ważne.
- Tak właściwie gdzie mnie zabierasz? - Zdobywam się na odwagę by go o to spytać. Nie odpowiada tylko bierze moją walizkę.
- Zamknij się i chodź. - Idziemy na dół i wychodzimy z domu. Szansa na ucieczkę? Zdecydowanie nie. Musiałabym przeskoczyć ogrodzenie o wysokości z trzech metrów. Szczerze nie wiem jak oni tu się włamali. Wsiadam do samochodu. Siadam z przodu. Nie znam się na motoryzacji więc nie jestem w stanie określić czy to dobre auto. Widzę jak Niall zmienia tablicę rejestracyjną. Ten napad, porwanie czy cokolwiek to jest, było przemyślane. I to cholernie dobrze. Siada za kierownicą i spogląda na mnie. Wzrok ma smutny. Halo, to ja tu jestem porywana, panie "ona jest moja".
- O co w tym wszystkim chodzi? - pytam przez łzy.
- Kiedyś ci to wszystko wytłumaczę - mówi. Kiedyś? To znaczy, że ile to będzie trwało? Zaraz załamię się całkiem. Kręcę głową i patrzę za okno. Niall rusza. Po jakimś czasie przenoszę wzrok za kierownicę by dowiedzieć się jaka jest godzina. Druga w nocy. Cudownie. Jestem zmęczona, ale nie chcę zasnąć. Nie wiem co się stanie. Gdzie on mnie wiezie? Miliony pytań, na które poznam odpowiedzi wkrótce przechodzą mi przez głowę. Patrzę na niego. Na pierwszy rzut oka nie wydaje się groźny. Można by stwierdzić po samym wyglądzie i zagubionym wzroku, że nie skrzywdziłbym nawet muchy. Jest ładny, nawet bardzo. Wzdycham i próbuję uspokoić szloch. Tris, musisz być silna. Myślę o różnych zwykłych rzeczach by zapomnieć o tym co się dzieje. Deszcz przestaje padać. Spoglądam znowu na Niall'a i nasze spojrzenia się spotykają. Posyła mi niezręczny uśmiech.
Porywacz uśmiecha się do porwanej w sposób nieironiczny. Patrzcie państwo. Całkiem zabawne. Jestem pewna, że zaśmiałabym się, gdybym to ja nie była porywaną. Zawsze oglądając jakieś kryminalne filmy myślałam, że ucieczka jest łatwa, lecz ofiara nie jestem zdolna do racjonalnego myślenia w czasie porwania. Teraz już wszystko rozumiem. Po prostu gdy coś jest planowane od dawna, jest to plan perfekcyjny, wtedy nie ma drogi ucieczki. Opieram głowę o szybę i po dłuższej chwili zasypiam. Śnię o mojej mamie, o moim tacie. Czasy gdy byliśmy jeszcze pełną rodziną. Wtedy miałam wszystko gdzieś. Nie doceniałam tego jak to jest mieć prawdziwą rodzinę. Śmierć mamy zrobiła ze mnie nową osobę. Zupełnie inną i drobnostkową. Śpię tak, aż Niall mnie budzi. Jest już ranek. Pewnie jesteśmy po drugiej stronie kraju. Słodko.


~Komentarze pod rozdziałem naprawdę mile widziane :)


wtorek, 29 lipca 2014

Wprowadzenie&Prolog

Witaj!
  Z tej strony autorka tego bloga. Nazywam się Karolina.
 Mój twitter: @OhComeOnLarreh - jeżeli chcesz być powiadamiany o nowych rozdziałach wystarczy napisać :) Okej! Nie owijając w bawełnę przejdźmy do zwiastuna, kochani ☼


>Prolog<

Pierwszoplanowi bohaterowie: Beatrice DowellNiall Horan
Drugoplanowi bohaterowie: Jason RolandHarry StylesLouis TomlinsonLiam PayneZayn Malik

Reszta wyjdzie w praniu i zostanie dopisywana :)

____________________________________________

Zastanawiałeś/aś się kiedyś co by było gdybyś został/a sam/a w domu na całe wakacje? 
Przyszłoby Ci do głowy co by mogło się dziać? 

Po przygotowaniu się do snu wychodzę z łazienki. Siadam na krześle i dopijam herbatę, która została mi jeszcze po kolacji. Niestety nie ma tak jak w reklamach; wielkie orzeźwienie, smak owoców leśnych utrzymujący się na twoich kubkach smakowych i inne tego typu wymysły. Po prostu szału nie ma. Odkładam kubek na biurko w momencie, w którym rozlega się po pokoju pukanie do drzwi. Wypowiadam krótkie "proszę" i zza drzwi wygląda mój tata. 
- Gotowa do snu? - pyta na co przewracam oczami. 
- Mam osiemnaście lat, tato. - mówię, na co rzuca mi uśmiech.
- Wciąż zapominam, że już nie jesteś moją małą córeczką. Teraz chodź przytul tatę.- wchodzi dalej i rozkłada ramiona.
- Już wyjeżdżasz? Miałeś jechać rano.- przytulam się do niego i po dłuższej chwili odsuwam.
- Wiem, ale coś poszło nie tak i jestem wezwany wcześniej.- kiwam głową na jego słowa. 
- Cokolwiek by się nie działo- dzwoń. Jasne?- słyszę krople deszczu uderzające o parapet i kiwam głową. Tata jeszcze raz przytula mnie i wychodzi. Wzdycham i siadam na łóżku. Normalni nastolatkowie w typowym amerykańskich filmach właśnie w tym momencie, widząc światła odjeżdżającego z podjazdu samochodu łapaliby za telefon, wykręcali numer do najlepszego przyjaciela, który zwołałby ekipę na imprezę. Wyciągnęli by z spiżarni alkohol, papierosy i inne używki, ubrali się w ciuchy za milion dolarów i zatraciliby się w toku imprezy. Bądź co bądź, nie ja. Jestem typowym samotnikiem. Wolę internetowych przyjaciół. Sądzę, że są zdecydowanie prawdziwsi. Może kiedyś taka byłam, lecz przed śmiercią mamy. To już prawie dwa lata- myślę i patrzę na zdjęcie mamy wiszące na ścianie. Otrząsam się z myśli i jeszcze raz przeglądając swojego bloga na tumblr'ze kładę się do łóżka i zamykam oczy. Nie jestem świadoma czy zapadam w sen czy nie. Uchylam powieki i  słyszę szmer rozchodzący się po dole. Marszczę brwi i wstaję. Ubieram na nogi kapcie i schodzę bezszelestnie po schodach. Zamieram widząc ślady kroków na panelach. Jestem pewna, że mój puls nieźle podskoczył. Dobra Tris, uspokój się. To pewnie ślady taty. W momencie gdy sięgam do włącznika światła, czuję ręce obejmujące mnie od tyłu i dłoń zaciskającą się na moich ustach. Rozszerzam oczy, wiercę się, chcę uciec, krzyknąć- cokolwiek.
Nic z tego. 

Nazywam się Beatrice Dowell i o to moja historia. 



~Komentarze naprawdę mile widziane :)