czwartek, 31 lipca 2014

Rozdział 2.

- Jesteś głodna? - pyta mnie gdy wychodzi z samochodu. Rozglądam się. Stoimy przed dużym domem. Powiedziałabym, że nawet willą. Znajduje się to w lesie. Super. Drzwi frontowe są otwarte. Nie mam pojęcia co to może znaczyć.
- Beatrice? Jesteś głodna? - powtarza z nutką irytacji w głosie. 
- Tak - mamroczę pod nosem. Kiwa głową i bierze moją walizkę, wyrywam mu ją z ręki i patrzę mu prosto w oczy. Chyba go to onieśmiela, bo odwraca wzrok i pozwala mi ją wziąć. Świetnie, mogłam to wykorzystać wczoraj. Właściwie to dzisiaj, ponieważ działo się to po północy. Pamiętam jak byłam mała. W Primary School* nauczycielka pytała się kiedy zaczyna się nowy dzień. Zgłosiłam się wtedy i odpowiedziałam, że po północy. Zaprzeczyła. Co z tego, że to jest noc, ale to kolejna data w kalendarzu, czyli nowy dzień. Nie ważne, to jest pojebane. Wracając do rzeczywistości; wczoraj Niall był bardziej stanowczy. Idę za nim do budynku. Mogę uciec, wiem to. Wzięłabym z walizki pieniądze i uciekła. Zamówiłabym taksówkę na jakieś lotnisko. Cokolwiek. Mam wystarczająco pieniędzy, ale to odpada. Zanim wyciągnęłabym cokolwiek z walizki, Niall by się zatrzymał i przyglądał temu co robię. Zaczęłabym uciekać, on by mnie gonił. Jak niby miałabym zamówić taksówkę? Nawet nie wiem gdzie jesteśmy. Poczekam z tym, aż będę miała wystarczająco informacji i czas by się wymknąć. 

Spoglądam na tablicę z nazwą miasta, w którym się znajdujemy. Marszczę brwi. To nie angielski. Próbuję sobie przypomnieć. Uczyłam się kiedyś tego języka? Tak. To iryjski*. Wnioskuję z tego, że musimy znajdować się w Irlandii. Tylko ja mogę mieć takie szczęście, żeby zamiast wylądować w mieście, w którym mówi się po angielsku, wylądowałam tam gdzie mówi się po iryjsku. Malutki odłamek Irlandii. Cudownie! 
- Jesteśmy w Irlandii? - Upewniam się Niall'a. Kiwa głową. 
- Stąd pochodzę. - mówi. 
- Mówią tu tylko po iryjsku czy po angielsku również?
- Po iryjsku, ale jak będą coś konkretnie od ciebie chcieli to zwrócą się po angielsku. - Co mogą ode mnie chcieć? Przygryzam nerwowo wargę. Wchodzimy do środka. Wnętrze domu jest piękne. Przechodzimy do jadalni. Niall wita się z jakimiś ludźmi. Po jego minie widzę, że nie za bardzo ich lubi. Stoję w przejściu. Przysłuchuję się im, ale nic nie rozumiem. Nie kminię tego języka. Mimo, że uczyłam się go całe 2 lata, pamiętam tylko podstawowe zwroty typu "dziękuję", "proszę".  Po chwili któryś z nich przemawia do mnie.
- Beatrice, Niall zaprowadzi cię do waszego pokoju. - Niall patrzy na mnie. Naszego? Mam z nim dzielić pokój? Patrzę na niego, ale odwraca wzrok. Będzie musiał mi się z tego pięknie wytłumaczyć. Za cholerę nie rozumiem nic z tego co się dzieje. Kiwam tylko posłusznie głową i idę za nim na górę. Wchodzimy do pokoju. Zamieram widząc małżeńskie łóżko. 
- Będę spał na podłodze, jeśli ci to przeszkadza. - przewraca oczami. Kiwam głową. 
- Wybacz, nie mam zamiaru spać z porywaczem w jednym łóżku. - rzucam mu ironiczny uśmiech. 
- Tris, ja... 
- Nie mów tak do mnie. Tak mogą mówić tylko moi przyjaciele i rodzina. Ty jesteś moim wrogiem. - warczę. Podchodzę do łóżka i siadam na nim. Co on sobie wyobraża? - Co to wszystko ma znaczyć? Wytłumaczysz mi? - Kręci głową. - Wytłumacz mi. - żądam stanowczo.
- Nie, Beatrice. - patrzy na mnie groźnie. - To nie jest czas na to. 
- To nie jest czas na to?! Więc kiedy do cholery będzie na to czas? 
- Nie wrzeszcz! Powinnaś być mi wdzięczna, że cię ratuję! 
- Ratujesz mnie? Porywając mnie? - śmieję się ironicznie. Podchodzi do mnie. 
- Tak, gdyby nie ja już dawno byłabyś zgwałcona i martwa. Martwa jak twoja matka. - Warczy cicho patrząc mi prosto w oczy. Cała drżę ze strachu. Zabolało i to bardzo. Mimo to nie poddaje się. Wstaję.
- Nie przeginaj, ja też potrafię obrażać. 
- Nie obrażam cię. Stwierdzam fakty. Natomiast ty zachowujesz się jak suka. O, teraz cię obraziłem. - Śmieje mi się w twarz. To impuls - otwartą dłonią uderzam go mocno w  policzek. Wykrzywia twarz w bólu i łapie się za poczerwieniały policzek. Głaszcze go tylko, łapie mocno moje nadgarstki. Popycha mnie na łóżko. To nie skończy się dobrze. Wdrapuję się do końca łóżka. Na czworaka idzie z mną. Próbuję jakoś uciec od jego rąk. Łapie mocno moje ramiona i przyciska mnie do łóżka. 
- Nie ruszaj się! - wrzeszczy podczas gdy się wiercę. Zaprzestaję ruchów. - Jesteś moją własnością, rozumiesz? Ciesz się, że trafiłaś na mnie zanim Jason zdążył cię zabrać. - mówi przez zaciśnięte zęby. Jego twarz znajduje się milimetry od mojej.
- Nie jestem żadną rzeczą. - używam tego samego tonu co on, powtarzając to co w nocy zdążyłam krzyknąć do niego i Jason'a. 
- Rzeczą nie jesteś, ale jesteś tak traktowana. - prycha. 
- Skurwiel! - wrzeszczę na co pluje mi w twarz. Wstaje. Wycieram swoją twarz grymasząc się. Chcę coś jeszcze powiedzieć, ale wychodzi z pokoju trzaskając drzwiami. Nadal nie wiem o co chodzi. Nie wiem o co chodzi z tym całym Jason'em, Niall'em, skąd wie, że moja mama nie żyje? Czemu przyjechaliśmy do jego rodzinnego miasta. W sumie nie wiem czy miasta, ale na pewno kraju. Dlaczego raz jest smutny i widać współczucie w jego oczach, a raz zachowuje się jak kompletny kutas bez uczuć? Wspominałam już, iż to wszystko jest kompletnie pojebane? Czuję łzy spływające po moich policzkach. Nie chcę patrzeć w lustro, bo pewnie nieźle bym się przeraziła. Słyszę jak na dole ktoś się kłóci. Prawdopodobnie Niall z kimś. Co teraz? Mam po prostu tu tak siedzieć? Mogę w ogóle skorzystać z łazienki? Wstaję i podchodzę do półki z książkami. Czytam tytuły takie jak: "Nie mów nikomu", "Skok w nieznane" i "Magia i krew". Jest również słownik angielsko-iryjski. Chwila. Mogę złożyć parę pełnych zdań, nawet niepoprawnych gramatycznie i jakoś dogadam się by zamówić taksówkę. Zabiorę słownik również na lotnisko. To zdaje się być dobrym planem. Wyrywam z początku pustą kartkę i zaczynam układać zdania. Mam już prawie wszystko gdy słyszę kliknięcie klamki. Niall wrócił. Najszybciej jak tylko potrafię chowam kartkę w słownik, a słownik pod poduszkę. Siadam na łóżku i patrzę na niego. Przykłada do policzka woreczek z lodem a w rękach trzyma tacę z jedzeniem. Marszczę czoło. 
- Zgłodniałeś? - prycham. 
- Nie, ty byłaś głodna. - mamrocze tak wyraźnie, na ile pozwala mu woreczek. Podchodzi do łóżka. No tak. Przez to wszystko zapomniałam już o swoim głodzie. 
- Już nie. - mówię. Z nerwów zaczął boleć mnie brzuch i nie zdołam nic przełknąć. 
- Jasne. - przewraca oczami i kładzie tacę na stoliku nocnym. Siada na fotelu i patrzy za okno. Myślę przyglądając się mu.

Gdy byłam dzieckiem znałam jakiegoś Niall'a, ale ledwo pamiętam jakąkolwiek chwilę z tym kimś. Lubię tę imię. Całkiem ładne. Dobra, myślę o nieistotnych rzeczach. Co do tej całej Irlandii. Raz w życiu byłam tu z rodzicami u ich znajomych. Pamiętam jakieś jej rejony, lecz jak przez mgłę. Lubię Irlandię. Jest piękna, ale ludzie nie są szczególnie przyjaźni. Zupełnie jak Niall. Prycham pod nosem. Przenoszę wzrok na zegarek. Jest już wpół do drugiej. Za oknem jasno świeci słońce, ale nie jest ciepło. Chłód wpada do pokoju przez okno. Pocieram ramiona, Niall to zauważa, wstaje i zamyka okno. Czyli teraz gra tę opiekuńczą stronę. Dobrze wiedzieć. Pogadam z nim, na spokojnie. Tak będzie najlepiej. Oszczędzi to nam nerwów i więcej się dowiem. 
- Niall? - spogląda na mnie. 
- Słucham? - wzdycha. 
- Ile masz lat? - pytam.
- Dwadzieścia. - prycha. - Myślałem, że masz zamiar mnie przeprosić czy coś. 
- Przeprosić? To ty wywiozłeś mnie do innego kraju, nazwałeś suką, swoją własnością, traktujesz mnie jak przedmiot - urywam - o ile nawet przedmiotów nie traktujesz lepiej. Splunąłeś mi w twarz... Mam cię przeprosić? 
- Za to ty nazwałaś mnie skurwielem i uderzyłaś mnie w twarz. 
- Bo na to zasługiwałeś. - przewracam oczami.
- Może. - szepcze patrząc się z nieodgadnionym wyrazem twarzy w okno. Nie może tylko kurwa na pewno. Wzdycham i patrzę na jedzenie, które mi przygotował. Jest już pewnie zimne, ale znowu zrobiłam się głodna. Biorę tacę na kolana.
- Smacznego. - mówi Niall. Wystawiam mu tylko środkowy palec i zabieram się za jedzenie. Jednak nie jest tak źle jeżeli chodzi o ciepło tego posiłku. Kończę jeść, odkładam tacę i kładę się na łóżku. Niall zabiera tacę i wychodzi z pokoju. Od razu biorę słownik i znajduję kartkę. Gdy wszystko jest już ułożone, tak jak myślę, że być powinno, chwytam telefon Niall'a i dzwonię. 
-Maidin dea. Ba mhaith liom buíochas a ordú tacsaí. (Dzień dobry. Chciałabym zamówić taksówkę) - Prowadzę rozmowę z kobietą, korzystając z notatek na kartce i słownika. Wszystko idzie dobrze. Pyta mnie o adres. Opisuję jej okolicę, bo niestety nie znam nazwy ulicy. Rozszerzam oczy, słysząc jak moja rozmówczyni zaczyna piszczeć coś niezrozumiałego, jej głos jest przepełniony paniką. Rozłącza się. Marszczę brwi. Zaczynam szukać po słowniku pojedyncze słowa, które piszczała. Dzięki słownikowi rozumiem tyle, że to znaczyło mniej więcej "Olaboga" "niebezpieczeństwo" "nie dzwoń". Zajebiście, widocznie i oni wiedzą co tu się kroi. Kręcę z niedowierzaniem głową i czyszczę rejestr połączeń Niall'a. Odkładam telefon na miejsce, drę kartkę i wyrzucam kawałki do kosza. Kładę słownik na miejsce na półce. Świetnie, utknęłam tu na tyle, na ile Niall sobie zapragnie. Siadam na łóżku po turecku i czekam, aż wróci. Co prawda nie wiem jakie ma co do mnie zamiary, lecz jest jedyną osobą, z która mogę tu rozmawiać, w końcu przecież nie chcę zwariować. Wraca. Siada na łóżku naprzeciwko mnie. Spuszczam wzrok i wzdrygam się. 
- Nie bój się mnie. - marszczy brwi. Unoszę wzrok i patrzę mu w oczy.
- Już dałeś mi na to naprawdę wiele powodów. - dobrze mówisz, Tris. Brawo za odwagę. Myślę i parskam pod nosem. 
- Wiem, lecz uwierz, nie chcę zrobić ci krzywdy. Wręcz przeciwnie. Chcę cię uratować. Od niego.
- Od kogo? - prycham patrząc na swoje palce. - Od samego siebie?
- Nie. - śmieje się - jesteś naprawdę zadziorna, Beatrice. - przewracam oczami nie mogąc powstrzymać uśmiechu. 
- Nic z tego nie rozumiem, Niall. To mnie przerasta. - mówię drżącym głosem. 
-  Zdaję sobie z tego sprawę. Nim się obejrzysz będzie po wszystkim. - obiecuje. 
- Powoli tracę w to nadzieję. - oboje na chwilę milkniemy. 
- Wytłumaczę ci to, lecz nie teraz. Wtedy gdy nic ci nie będzie grozić. - patrzy mi w oczy i gdzieś w głębi ducha wiem, że mówi to szczerze. Byłby naprawdę dobrym kolegą. "Gdyby nie był porywaczem, Tris." mówi cichy głos w mojej podświadomości, ale ignoruję go.  - Oh, przepraszam za telefon i inne tego typu rzeczy. - kiwam głową. - i przepraszam za przyszłe błędy, bo jestem pewien, że popełnię ich mnóstwo. - uśmiecha się słabo. 

Przed kolacją zdążyliśmy się jeszcze milion razy pokłócić, ale najgorsze było, gdy zobaczył, że jego rejestr połączeń jest pusty. Wpadka, Beatrice. 
- Tris? - zagaduję napiętym głosem Niall. Tym razem nie czepiam się go o moje zdrobnienie. Przełykam ciężko ślinę.
- Tak?
- Grzebałaś w moim telefonie? - prawie piszczy. 
- Nie... - kłamię. 
- Beatrice, do kurwy nędzy powiedz mi prawdę! - wrzeszczy. 
- O-okej, tak. - jąkam się. 
- Co z nim robiłaś? - warczy. 
- Ja... Dzwoniłam po taksówkę, dobra? Niall...- przerywam, Niall siada na łóżku i opiera głowę na łokciach. Masuje skronie. 
- Tris, ile razy mam ci powtarzać?! Nie próbuj uciekać! - krzyczy.  Nie odpowiadam. Siedzę cicho i czekam, aż uspokoi gniew. Zawsze tak było z moim tatą. Miał chwilę, w których nie panował nad gniewem. Czekałam, aż się opanuje.  Potem mogliśmy spokojnie sobie wszystko wytłumaczyć.
- I co? Gdzie ta taksówka? - spogląda na mnie. Widocznie na niego też podziałało. 
- Gdy podałam opis okolicy, kobieta zaczęła piszczeć coś o niebezpieczeństwie i się rozłączyła. - wzruszyłam ramionami. Niall się zaśmiał. 
- No nieźle. Wszyscy już zdają sprawę co się tu dzieje. - kręci głową śmiejąc się. Wzdycham. Nie jest mi wcale do śmiechu. 

O dwudziestej-trzeciej leżę już zmęczona w łóżku. Niall śpi na podłodze. Ze względu na to, że w domu nie ma więcej pościeli, poszewek czy tego typu pierdół, razem z nim przecięliśmy kołdrę na pół. To było naprawdę zabawne gdy Niall bez ustanku wkurwiał się na kołdrę i wyzywał ją od dziwek. Wziął sobie swoją połowę a ja swoją, położył na podłodze koc i poduszkę, oraz przykrył się. Zamykam oczy i po chwili zasypiam. Budzę się gdzieś około trzeciej w nocy. Mianowicie budzi mnie przeciągły wrzask z dworu. Rozglądam się przerażona. Schodzę z łóżka i depczę na coś, słysząc pisk. Ups. 
- Cholera, uważaj. - mruczy Niall siadając. W ciemnościach widzę jak masuje sobie palec.- Czemu nie śpisz? 
- Przepraszam. - szepczę. - Słyszałam jak ktoś krzyczał.
- Gdzie? - podnosi się Niall. 
- Co za bohater. - parskam śmiechem. - Z dworu. - Niall patrzy za okno, widzę jak jego oczy rozszerzają się a oddech przyśpiesza. Kurwa mać, że tak powiem. 

*Primary School - odpowiednik naszej szkoły podstawowej. 
*iryjski - inaczej język irlandzki. Drugi ichni język urzędowy. Teoretycznie już nie używany w Irlandii, poprzez podległość do Anglii.
_____________________________________________________

Cześć! Więc tak; zacznijmy od tego, że chcę się o coś spytać i coś wytłumaczyć. Jeśli chodzi o długość poprzedniego rozdziału, to było to celowe. Wiem, że był krótki, a było to ze względu na to, że to był pierwszy rozdział i tak jak ktoś napisał w komentarzu (◀ ιяιѕн тєєиαgєя ▶) nie chciałam za dużo zdradzać, bo byłoby to kompletnie bez sensu. Ten jest zdecydowanie dłuższy i mam nadzieję, że spełnia Wasze wymagania :) Wciąż proszę Was o komentarze z szczerą opinią. (+dziękuję za nie) Biorę to sobie do serca i wtedy wiem co mam zmienić/poprawić lub co mam dalej ciągnąć  ;) Teraz pytanie. Podoba Wam się taki gwałtowny Niall? Hah, wszyscy znają prawdziwego Niall'a Horan'a z swojej specyficznej słodkości i tego, że takiej kruszynki nie można po prostu zranić x Teraz na dwa tygodnie przyjeżdża siostra z synami, więc rozdziały będą dodawane rzadziej. Inaczej; jak znajdę czas gdy najmłodszy siostrzeniec będzie spał. Ogólnie opowiadanie opiera się na tajemnicach, więc jeśli coś podejrzewacie - uwierzcie, jest mało szansy, że jest tak jak myślicie, bo będzie tu cholernie dużo zwrotów akcji :) Do następnego! :D


~ Komentarze pod rozdziałem są naprawdę mile widziane :) 


środa, 30 lipca 2014

Rozdział 1.

W końcu udaje mi się wyrwać z uścisku, włączałam światło. Pierwsze co dostrzegam; mężczyzna, piwne oczy, dość wysoki, brunet lub szatyn- nie jest pewna przez źle padające światło. Moment, w którym przelotnie patrzę w jego oczy zapiera mi dech w piersiach, w złym tego słowa znaczeniu rzecz jasna. Przyglądam się mu. Wszystko zdaje się trwać wieczność, tak jakby zaraz miał z powrotem mnie chwycić, ale w rzeczywistości trwa to dwie sekundy. Mam pewność jak opiszę go na policji. Zaczynam uciekać. Biegnę wzdłuż salonu, aż do drzwi frontowych. Aktorzy w horrorach zwykle potykają się o własne nogi, dywan- cokolwiek. Mam nadzieję, że mi się nic takiego się nie zdarzy. Spoglądam w tył i widzę, że nieznajomy staje w miejscu. Oczy rozszerzają mu się w przerażeniu i zanim zdążę coś więcej zanotować czuję jak z czymś się zderzam. Raczej z kimś, bo oddech na moim czole powoduje dreszcze przepływające przez całe moje ciało. Zajebiście. Czyjeś palce zaciskają się na moich ramionach, spoglądam w górę i widzę niebieskie oczy. Obejmuje mnie. Co do cholery? Zaciska ramiona mocniej wokół mnie, co daje mi znak do bycia cicho.
- Możesz już iść Jason, ona jest moja. - mamrocze do faceta, który stoi obok kanapy. To pewnie ten co jeszcze chwilę temu mnie gonił, a teraz posłusznie stoi przy tej pieprzonej kanapie.
- Byłem pierwszy. -burczy do niebieskookiego. Co do chuja? Ja nie jestem żadnym przedmiotem! Chwilę potem zdaję sobie sprawę, że powiedziałam to nagłos. Cholera, to nie skończy się dobrze. Jednak ignorują moje słowa. Pieprzone szczęście w nieszczęściu. Biorę szybie oddechy.
- Jestem wyżej ustawiony Jason.- Wspaniale, za nic w świecie tego wszystkiego nie rozumiem.
Myślę przez chwilę czy warto podjąć próbę ucieczki. Nie, jego ramiona silnie mnie obejmują. Super.
Mrużę oczy czując podmuch wiatru. Jason przechodzi obok nas bez słowa i wychodzi z mojego domu. Mam ochotę zacząć krzyczeć. Kim jest obejmujący mnie koleś? Co to wszystko znaczy? Czy on może do chuja mnie puścić?! Jedyne co wychodzi mi przez usta to cichy świst. Nie mogę nic powiedzieć, a tym bardziej krzyknąć. Nie zdałam sobie nawet sprawy, że zaczęłam płakać.
- Obiecujesz, że gdy cię puszczę nie będziesz uciekać? - mamrocze mi w włosy. Kiwam głową. Puszcza mnie. Naiwny. Za żadne skarby nie będę tu dłużej stać. Wyobraźcie sobie moją pozycję. Gotowa do biegu życia, jedna noga dalej od drugiej tak jak i ręce. Mina triumfu. Debilka myśli, że się z tego uratuje? Zabawne, ponieważ on jakby nigdy nic podnosi mnie i przerzuca przez ramie.
- Obiecałaś. - warczy mi przy uchu. Jasna cholera, będę o tym opowiadać wnuką. Jeżeli oczywiście przeżyję. Walę mu pięsicami w plecy i wiercę się. - Przestań, bo będę zmuszony do użycia drastyczniejszych środków. Rozszerzam oczy. Boję się co to znaczy. Zaprzestaję ruchów.
- Jestem Niall, a ty kochanie?
- Nie mów tak do mnie! - krzyczę szeptem.  Naprawdę chciałam krzyknąć. Przyrzekam. Niemal mogę się założyć, że aktualnie przewraca oczami. Ja na jego miejscu też bym się irytowała. Oh, ironio. Ja nie jestem takim wrzodem jak on.
- Będę mówił jak mi się podoba. Teraz postawię cię na ziemi a ty grzecznie pójdziesz ze mną na górę spakować swoje rzeczy.- Nie mam zamiaru dłużej się mu sprzeciwiać. Jestem w tym przegrana od początku. Poddaję się. Stawia mnie na nogi, dla pewności chwyta mnie za ramię i idziemy na górę do mojego pokoju. Zaczynam się pakować, Niall siada na krześle przed moim laptopem. Wyłącza wszystkie aplikacje, następnie laptopa.
- Daj mi proszę swój telefon. - Nie reaguję. Może mi odpuści? Jasne. Sam wyrywa mi go z ręki. Widzę jak rzuca nim o ścianę. Gdyby to była inna sytuacja wysiałby mi sporo kasy. - Szybciej nie mamy czasu... - mówi przeglądając mój portfel. Wyjmuje dowód.- ...Beatrice.- dokańcza. Czuję na sobie jego wzrok. Wiem o co mu chodzi. Mam się pośpieszyć. Biorę z ściany ramkę ze zdjęciem mamy. Rzucam ramką o podłogę i oboje możemy usłyszeć rozbijające się szkło. Mężczyzna marszczy brwi. Zrobiłam to, żeby nie pieprzyć się z rozbiorem ramki. Nieinteligentny kretyn. Wyciągam zdjęcie kalecząc się trochę. Piszczę na co Niall mruczy coś pod nosem. Przygryzam wargę i chowam zdjęcie do walizki. Spakowałam chyba wszystko co ważne.
- Tak właściwie gdzie mnie zabierasz? - Zdobywam się na odwagę by go o to spytać. Nie odpowiada tylko bierze moją walizkę.
- Zamknij się i chodź. - Idziemy na dół i wychodzimy z domu. Szansa na ucieczkę? Zdecydowanie nie. Musiałabym przeskoczyć ogrodzenie o wysokości z trzech metrów. Szczerze nie wiem jak oni tu się włamali. Wsiadam do samochodu. Siadam z przodu. Nie znam się na motoryzacji więc nie jestem w stanie określić czy to dobre auto. Widzę jak Niall zmienia tablicę rejestracyjną. Ten napad, porwanie czy cokolwiek to jest, było przemyślane. I to cholernie dobrze. Siada za kierownicą i spogląda na mnie. Wzrok ma smutny. Halo, to ja tu jestem porywana, panie "ona jest moja".
- O co w tym wszystkim chodzi? - pytam przez łzy.
- Kiedyś ci to wszystko wytłumaczę - mówi. Kiedyś? To znaczy, że ile to będzie trwało? Zaraz załamię się całkiem. Kręcę głową i patrzę za okno. Niall rusza. Po jakimś czasie przenoszę wzrok za kierownicę by dowiedzieć się jaka jest godzina. Druga w nocy. Cudownie. Jestem zmęczona, ale nie chcę zasnąć. Nie wiem co się stanie. Gdzie on mnie wiezie? Miliony pytań, na które poznam odpowiedzi wkrótce przechodzą mi przez głowę. Patrzę na niego. Na pierwszy rzut oka nie wydaje się groźny. Można by stwierdzić po samym wyglądzie i zagubionym wzroku, że nie skrzywdziłbym nawet muchy. Jest ładny, nawet bardzo. Wzdycham i próbuję uspokoić szloch. Tris, musisz być silna. Myślę o różnych zwykłych rzeczach by zapomnieć o tym co się dzieje. Deszcz przestaje padać. Spoglądam znowu na Niall'a i nasze spojrzenia się spotykają. Posyła mi niezręczny uśmiech.
Porywacz uśmiecha się do porwanej w sposób nieironiczny. Patrzcie państwo. Całkiem zabawne. Jestem pewna, że zaśmiałabym się, gdybym to ja nie była porywaną. Zawsze oglądając jakieś kryminalne filmy myślałam, że ucieczka jest łatwa, lecz ofiara nie jestem zdolna do racjonalnego myślenia w czasie porwania. Teraz już wszystko rozumiem. Po prostu gdy coś jest planowane od dawna, jest to plan perfekcyjny, wtedy nie ma drogi ucieczki. Opieram głowę o szybę i po dłuższej chwili zasypiam. Śnię o mojej mamie, o moim tacie. Czasy gdy byliśmy jeszcze pełną rodziną. Wtedy miałam wszystko gdzieś. Nie doceniałam tego jak to jest mieć prawdziwą rodzinę. Śmierć mamy zrobiła ze mnie nową osobę. Zupełnie inną i drobnostkową. Śpię tak, aż Niall mnie budzi. Jest już ranek. Pewnie jesteśmy po drugiej stronie kraju. Słodko.


~Komentarze pod rozdziałem naprawdę mile widziane :)


wtorek, 29 lipca 2014

Wprowadzenie&Prolog

Witaj!
  Z tej strony autorka tego bloga. Nazywam się Karolina.
 Mój twitter: @OhComeOnLarreh - jeżeli chcesz być powiadamiany o nowych rozdziałach wystarczy napisać :) Okej! Nie owijając w bawełnę przejdźmy do zwiastuna, kochani ☼


>Prolog<

Pierwszoplanowi bohaterowie: Beatrice DowellNiall Horan
Drugoplanowi bohaterowie: Jason RolandHarry StylesLouis TomlinsonLiam PayneZayn Malik

Reszta wyjdzie w praniu i zostanie dopisywana :)

____________________________________________

Zastanawiałeś/aś się kiedyś co by było gdybyś został/a sam/a w domu na całe wakacje? 
Przyszłoby Ci do głowy co by mogło się dziać? 

Po przygotowaniu się do snu wychodzę z łazienki. Siadam na krześle i dopijam herbatę, która została mi jeszcze po kolacji. Niestety nie ma tak jak w reklamach; wielkie orzeźwienie, smak owoców leśnych utrzymujący się na twoich kubkach smakowych i inne tego typu wymysły. Po prostu szału nie ma. Odkładam kubek na biurko w momencie, w którym rozlega się po pokoju pukanie do drzwi. Wypowiadam krótkie "proszę" i zza drzwi wygląda mój tata. 
- Gotowa do snu? - pyta na co przewracam oczami. 
- Mam osiemnaście lat, tato. - mówię, na co rzuca mi uśmiech.
- Wciąż zapominam, że już nie jesteś moją małą córeczką. Teraz chodź przytul tatę.- wchodzi dalej i rozkłada ramiona.
- Już wyjeżdżasz? Miałeś jechać rano.- przytulam się do niego i po dłuższej chwili odsuwam.
- Wiem, ale coś poszło nie tak i jestem wezwany wcześniej.- kiwam głową na jego słowa. 
- Cokolwiek by się nie działo- dzwoń. Jasne?- słyszę krople deszczu uderzające o parapet i kiwam głową. Tata jeszcze raz przytula mnie i wychodzi. Wzdycham i siadam na łóżku. Normalni nastolatkowie w typowym amerykańskich filmach właśnie w tym momencie, widząc światła odjeżdżającego z podjazdu samochodu łapaliby za telefon, wykręcali numer do najlepszego przyjaciela, który zwołałby ekipę na imprezę. Wyciągnęli by z spiżarni alkohol, papierosy i inne używki, ubrali się w ciuchy za milion dolarów i zatraciliby się w toku imprezy. Bądź co bądź, nie ja. Jestem typowym samotnikiem. Wolę internetowych przyjaciół. Sądzę, że są zdecydowanie prawdziwsi. Może kiedyś taka byłam, lecz przed śmiercią mamy. To już prawie dwa lata- myślę i patrzę na zdjęcie mamy wiszące na ścianie. Otrząsam się z myśli i jeszcze raz przeglądając swojego bloga na tumblr'ze kładę się do łóżka i zamykam oczy. Nie jestem świadoma czy zapadam w sen czy nie. Uchylam powieki i  słyszę szmer rozchodzący się po dole. Marszczę brwi i wstaję. Ubieram na nogi kapcie i schodzę bezszelestnie po schodach. Zamieram widząc ślady kroków na panelach. Jestem pewna, że mój puls nieźle podskoczył. Dobra Tris, uspokój się. To pewnie ślady taty. W momencie gdy sięgam do włącznika światła, czuję ręce obejmujące mnie od tyłu i dłoń zaciskającą się na moich ustach. Rozszerzam oczy, wiercę się, chcę uciec, krzyknąć- cokolwiek.
Nic z tego. 

Nazywam się Beatrice Dowell i o to moja historia. 



~Komentarze naprawdę mile widziane :)